Pod koniec sierpnia odwiedziliśmy Kraków. Kilka razy byliśmy w tym mieście, kiedy nie było jeszcze z nami Lusi. Mamy więc porównanie. Wiemy, jak ogląda się Kraków z dwóch zupełnie różnych perspektyw. Polecam Wam miejsca, które odwiedziliśmy we trójkę. Znajdziecie tutaj coś dla siebie, ale także dla Waszych maluchów. Wiemy przecież, że podróżowanie z dziećmi wygląda trochę inaczej niż bez nich. 😉

Nie jest to lista zabytków, które możecie zwiedzić w Krakowie. Informacji o Starym Rynku, kościele Mariackim i Wawelu szukajcie gdzie indziej. Ja zapraszam Was na jednodniową wycieczkę po zaułkach Krakowa, które odwiedziliśmy i uważamy za godne polecenia. Zapraszam!

Kolorowe schody

Jak wspomniałam wyżej, Kraków odwiedziliśmy pod koniec sierpnia. Łucja zaczęła wtedy dobrze radzić sobie z samodzielnym chodzeniem. Wiadomo! Gdy mały człowiek zaczyna chodzić to potrzebuje wyzwań. Schody to jest to! W dodatku kolorowe. 🙂 Zwiedzanie Krakowa zaczęliśmy więc nietypowo – od niepozornego, ukrytego gdzieś między odrapanymi kamienicami miejsca – schodów pomalowanych farbami w kolorach tęczy.

Trochę trzeba się nachodzić, żeby tam trafić. Schodu ukryte są przy ulicy Tatrzańskiej. To miejsce mało uczęszczane przez turystów. W sierpniu, w środku tygodnia spotkaliśmy tam może trzy osoby będąc na schodach przez około 40 minut.

Co wyjątkowego jest w schodach oprócz kolorów? Każdy stopień jest inny, każdy niesie odmienny przekaz, bowiem schody zostały zapisane słowami różnych autorów. Próbowałam odczytać wszystkie, jednak niektóre z nich już się starły. Mimo to zachęcam do ich odwiedzenia i poczytania cytatów. Znajdziecie między innymi sentencje Pratchetta, Gandhiego, Włóczykija i Taty Muminka. 🙂

A skąd pomysł na kolorowe schody? Projekt ich pomalowania powstał w ramach ArtBoom Festival w czerwcu 2013 roku. Celem projektu nie było upiększenia miasta jako takiego, lecz nadanie wyjątkowego charakteru konkretnej przestrzeni, w której żyją mieszkańcy pobliskich ulic. Tutaj możecie przeczytać o tym, że schody tracą kolor i co z nimi dalej.

image231

Hamsa

Kiedy już spalicie kalorie krocząc po kolorowych schodach i zgłodniejecie to koniecznie odwiedźcie restaurację Hamsa. Znajdziecie ją w dzielnicy żydowskiej – Kazimierzu. Kącik dla dzieci jest co prawda niewielki, jednak maluch na pewno coś wybierze z kosza zabawek. Wy tymczasem delektujcie się klimatem tego miejsca i jedzeniem z izraelskim smaczkiem. Na koniec polecam kawę po beduińsku. Koniecznie z jakimś deserem!

image137

image135

Sklep Bajo

Jeśli będziecie z dzieckiem w Krakowie koniecznie wstąpcie do klepu Bajo. Znajdziecie go przy ulicy Grodzkiej 60. Przyznam, że chodziłam po sklepie z wypiekami na twarzy. Znajdziecie tu mnóstwo wspaniałych, mądrych zabawek (głównie drewnianych). Począwszy od mini-samochodzików, zwierzaków na kiju i takich, które można wprawić w ruch zupełnie inaczej, poprzez puzzle, układanki, lalki, wózki po figurki Gruffalo i małej myszy inspirowane książką Julii Donaldson.

Asortyment sklepu jest naprawę imponujący. Znajdziecie tu nie tylko zabawki dla maluchów. Starsze dzieci też znajdą coś dla siebie. Może jakąś ciekawą grę? Sami zobaczcie! Zrobiłam mnóstwo zdjęć tych cudowności.

image001image011image013

image017image054image053image050image048

Muzeum żywych motyli

Na koniec przedstawiam miejsce, które wywołało we mnie mieszane uczucia. Jako wielbicielka owadziego świata nie mogłam odmówić wizyty w Muzeum Żywych Motyli, które zlokalizowane jest w kamienicy przy ulicy Grodzkiej. Byłam już kiedyś na wystawie żywych motyli zorganizowanej w warszawskim zoo i moje wspomnienia są bardzo pozytywne. Pomysł więc uważam za ciekawy i z pasją, ale… No właśnie! ALE samo miejsce pozostawia sporo do życzenia.

Pomijam kwestię biletów, których cena była dość wysoka. Najwięcej wątpliwości wzbudziło we mnie pomieszczenie, które wydaje się zbyt małe dla tylu motyli jednocześnie. Odniosłam wrażenie, że motyle się męczą. Mają poszarpane skrzydełka, część z nich smutno kończy żywot opadając na podłogę*. Zdaję sobie sprawę, że motyle żyją krótko, jednak w małej przestrzeni muzeum żyją chyba jeszcze krócej. Piszę „chyba”, bo nie jestem znawcą tematu. Takie wrażenie odniosłam obserwując motyle przez jakieś 30 minut. Oczywiście motyle są piękne i kuszą, aby ich dotknąć, wziąć do ręki. Po wejściu usłyszymy od opiekunów wystawy mini-instruktaż dotyczący obchodzenia się z owadami. Pytanie tylko, czy wszyscy z niego skorzystają…

W pomieszczeniu razem z motylami przebywają ptaki. I znów pojawia się u mnie wątpliwość. Czy pomieszczenie jest wystarczająco duże dla tylu ptaków? Pozostawiam wizytę w tym miejscu ze znakiem zapytania. Być może warto wstąpić do Muzeum będąc w pobliżu i przekonać się osobiście, jak tam jest. Na pewno dobrą stroną tego miejsca jest możliwość obserwowania motyli, które dopiero wykluwają się z kokonów.

IMG_5979IMG_5982IMG_5987IMG_5989IMG_5990IMG_6000

A Wy jakie miejsca polecacie na wizytę w Krakowie z dzieckiem? Chętnie się dowiem, bo na pewno nie była to nasza ostatnie odwiedziny tego pięknego miasta.

Martyna

***

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

*Zdjęcia przedstawiają te ładniejsze kadry z motylami. Widoku poszarpanych skrzydełek postanowiłam oszczędzić czytelnikom.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

4 komentarze

  1. Pingback: Drewno, karton i prostota – Montessori (i nie tylko) pod choinką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *