Czy warto chodzić na zajęcia muzyczne, sesnsoryczne, ruchowe, ogólnorozwojowe, angielski (itd.) z rocznym, czy dwuletnim maluchem?

Moim zdaniem warto.

Wiele dzięki takim zajęciom skorzystałyśmy. Piszę „my”, ponieważ takie spotkania niosą nowe doświadczenia również rodzicowi, nie tylko dziecku.

Ale jeśli o doświadczeniach mowa, to wiem też, że należy wybierać zajęcia dla najmłodszych z dużą rozwagą.

Wypróbowałyśmy z Helką wiele miejsc i z wielu szybko zrezygnowałyśmy. Jest kilka kryteriów, które muszą być spełnione, by takie zajęcia miały sens.

Dlaczego zrezygnowałyśmy z zajęć? Oto sześć powodów:

Zbyt atrakcyjna sala.

Tak, to nie pomyłka! Sala w której odbywają się zajęcia dla maluchów powinna być dobrze przygotowana. I z reguły rządzi tu zasada mniej znaczy więcej.  Zdarzyło nam się uczestniczyć w zajęciach muzycznych w sali, w której wisiały dwie huśtawki, a w kątach czekały samochodziki – jeździki i wielki domek dla lalek. Prowadząca wypuszczała ze swojej przepastnej torby kolejne fajerwerki, ale nic nie mogło się równać z zabawkami wokół… Mocno rozkojarzona Helka kursowała między zabawkami a kręgiem, w którym miałyśmy siedzieć. Nie wróciłyśmy więcej na te zajęcia. Wygląd sali powinien być przemyślany pod kątem bodźców docierających do dziecka. Jeden pstrokaty różowo-seledynowy dywan może spowodować duże rozkojarzenie, a nagromadzenie takich „dobroci” negatywnie wpłynąć na przebieg zajęć.

Miejsce mało przyjazne dzieciom.

Wystające kabelki, toaleta nie pierwszej młodości a dodatku brak mydła, nie wspominając już o jakimś podnóżku, na którym mogłoby stanąć dziecko, by umyć ręce. Sala ciasna i bez okna w której po półgodzinnych zajęciach robi się nieprzyjemnie duszno… Miejsce, w którym odbywają się zajęcia powinno być przygotowane z myślą o małym człowieku i jego rodzicach. Choć sporo niedociągnięć da się wybaczyć, to jednak jeśli chodzi o bezpieczeństwo i higienę nie ma usprawiedliwień.

Brak entuzjazmu u… prowadzącej.

Niedawno na sasankach mogliście przeczytać wywiad z  Basią Habisiak, która opowiadała o tym, jak ważne jest to, by rodzic angażował się we wspólne muzykowanie. Entuzjazm rodzica jest bardzo bardzo istotny! Tym bardziej nie może zabraknąć go również u osoby prowadzącej zajęcia. Niestety zdarzyło nam się uczestniczyć w gordonkach, podczas których pani prowadząca nie uśmiechnęła się ani razu, nie nawiązywała kontaktu wzrokowego z dziećmi i rodzicami. Było trochę (mocno) sztywno, a to nie specjalnie zachęciło dorosłych i dzieci do spontanicznych reakcji. Na szczęście w Warszawie jest sporo miejsc w których można uczestniczyć w zajęciach umuzykalniających. Poszukałyśmy i znalazłyśmy takie, w którym luźna i radosna atmosfera zachęcała do aktywnego udziału.

Sztywne zasady i przymus.

Tu nie można, to robimy po kolei. Nie dotykamy. W swoim czasie. Zasady są potrzebne, ale jeśli próbujemy na każdym kroku skrępować wolność  dwulatka, to sytuacja dobrze się raczej nie skończy. W pracy z małym dzieckiem bardzo ważna jest pewna elastyczność. Jej brak  prawdopodobnie zniechęci je do aktywnego udziału w zajęciach.

Brak zasad.

I znowu niedobrze – luźna atmosfera jest fajna dopóki, nie zaczyna być zbyt luźna – na jednych z zajęć nie mogłam usłyszeć co mówi prowadząca, bo pani obok mnie karmiła  swoje dziecko, głośno komentując niemal każde przełknięcie papki przez malucha. Kilka innych pań zaczęło pogawędkę nieopodal. Nie dziwię się,że Helenka w pewnym momencie po prostu odeszła i zaczęła się bawić w ganianego z innym maluchem. Z zajęć nie wyniosłyśmy nic oprócz mojego bólu głowy i poczucia, że lepiej jest spędzić czas na spacerze w parku niż w takim hałasie.

Gdy korzysta tylko garstka.

Zdarzyło nam się być na zajęciach, które w założeniu były dla dzieci  w wieku 1 – 3 lat. Większość obecnych maluchów nie skończyła drugiego roku życia. Zajęcia były planowane raczej z myślą o tych starszych, choć tak naprawdę ich grupą docelową były nieobecne czterolatki. Dużo siedzenia, słuchania, polecenia nie do wykonania dla najmłodszych. Dla nas strata czasu. Jeśli zajęcia są dla dzieci w różnym wieku powinny być tak przemyślane, by każdy maluch mógł z nich korzystał, nie tylko ci najstarsi.  Prowadzący powinien dobrze znać możliwości i potrzeby dzieci, dla których tworzy zajęcia.

🐞 🐞 🐞

Niedawno Martyna opisała na blogu swoją i Lusi przygodę z baletem.  Czasami trzeba zrezygnować z zajęć pomimo, że są dobrze zaplanowane, sala odpowiednio przygotowana, a o prowadzącej można powiedzieć same dobre rzeczy. Bywa, że trzeba zrezygnować zajęć, bo  maluch zwyczajnie się na nich nie odnajduje. I ma prawo – zajęcia mają sens jeśli przynoszą radość i zaspokajają jakąś potrzebę, ale dziecka, nie naszą 😜 . W innym wypadku po prostu nie warto inwestować czasu, pieniędzy i nerwów. Lepiej sobie urządzić w zaciszu domowym warsztaty pieczenia pizzy (albo innego prostego dania, jak focaccia dyniowa), pośpiewać razem ulubione piosenki i porobić głupie miny przed lustrem – myślę, że takie chwile będą dużo cenniejsze dla rozwoju malucha niż zajęcia do których albo my, albo nasze dziecko nie jesteśmy przekonani.

Małe rączki gniotą ciasto – tym razem focaccia dyniowa – w smaku wyszła mało delikatna, bo ktoś dosypał za dużo mąki 😜 Ale radość z procesu tworzenia – bezcenna

Zdarzyło Wam się zrezygnować z zajęć dla maluchów? Co było powodem?

Pozdrawiam,

Magda

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

4 komentarze

  1. Świetna lista! Moim zdaniem zajęcia czasem mogą też być po prostu zbyt drogie w stosunku do tego, co dziecko z nich wynosi. Nie mówię o sytuacji, że rodzic twierdzi „eee tam, sam lepiej nauczę ją mówić po angielsku”, tylko czasem zajęcia są opisane w niezwykle zachęcający sposób, a mimo wszystko i osoba prowadząca i sala i otoczenie nie sprzyja przyswajaniu wiedzy czy dobrej zabawy. Zdarzyło nam się zrezygnować z zajęć, które w niższej cenie znaleźliśmy i lepszych warunkach 😉 także warto szukać!!

    basia
    1. Basiu, dzięki! To prawda, że ceny zajęć są czasem nieadekwatne do tego, co się na nich dzieje. Bywa, że mamy do czynienia ze świetną otoczką marketingową, ale nic więcej nie otrzymamy. Zgadzam się, ze warto szukać i nie zostawać tam, gdzie coś nam nie odpowiada. 🙂

      Sasanki
  2. Miałam pisać o tym też jakiś czas temu, trafiałyśmy na różne zajęcia, röwnież takie na których dwulatki MUSIAŁY przez 45 min siedzieć w kółeczku, chodzić w równym rządku, a pani prowadząca ani trochę nie przejęła się tym że niektóre dzieci boją się maskotki ktorej używała i bardzo mocno na nie naciskała mimo ze plakaly i uciekaly. Nie wrocilysmy tam..

    1. ojej 🙁 to tak jakby ktoś absolutnie nie miał wiedzy na temat rozwoju i możliwości dziecka. Dobrze, że to tylko zajęcia z których łatwo można zrezygnować! Obawiam się czasem, że tak może być również w przedszkolach – wtedy nie mamy szans by tak szybko się zorientować i zareagować.

      Sasanki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *