Edyta urodziła dużo za wcześnie. Dzieci przeżyły, ale lista problemów zdrowotnych się nie kończyła i pewnie nigdy nie skończy. Koleżanka, która ją odwiedziła po porodzie powiedziała:

Nie martw się, postaracie się o kolejne, zdrowe.

Ani dziecko zmarło po porodzie. Znajoma pocieszała:

Na pewno będziecie mieli jeszcze dzieci.

Marta straciło dziecko w jedenastym tygodniu ciąży. Usłyszała:

Następnym razem się uda.

.

Są takie sytuacje, w których nasze myśli powinny zostać w naszych głowach. Nawet jeśli mamy najlepsze intencje. Rady i  słowa pocieszenia przynieść mogą bowiem jeszcze większy ból i poczucie osamotnienia. Czy naprawdę wierzymy, że poklepanie po ramieniu i przypomnienie „będzie kolejne” są w stanie dodać otuchy i uleczyć ból po stracie?

Utrata dziecka lub poważna choroba, to sytuacje ekstremalnie trudne,  wymagają niesamowitej delikatności, prawdziwej empatii i ogromnego wsparcia. Takie empatyczne reakcje nie są jednak czymś oczywistym. Będąc mamą dziecka mocno wymagającego, szybko przekonałam się jak ciężko znaleźć zrozumienie.

Jeszcze karmisz? Odstaw, bo potem będzie gorzej.

Chce na ręce? Przyzwyczaiłaś.

Ona wymusza płaczem.

A próbowałaś nie reagować? A smoczka? Daj jej rumianku i nakarm na wieczór gęstą kaszą.

My po prostu nauczyliśmy nasze dziecko, wiesz muszą być jakieś zasady w domu, bo inaczej to nie będzie funkcjonowało jak należy.

Z pewnością nikt przemawiający w ten sposób nie chciał mnie zdołować. Jednak prawie za każdym razem tak się czułam. Ja w tych tekstach słyszałam: „nie starasz się dostatecznie”, „trochę nieporadna jesteś”, „robisz błędy”, „jesteś naiwna”, „słaba jesteś”, „twoje dziecko manipuluje tobą”

I nie wiem jak się czuje matka, która traci dziecko. Dzięki jakimś tam  skrawkom wiedzy ze studiów,  dobrym książkom, ale przede wszystkim dzięki pojawieniu się Heleny wiem jednak, że ostatnie co powinnam zrobić to mobilizować by  przestała płakać, by wzięła się w garść. Sugerować, że jest w tym wszystkim jakaś jej wina, niedopatrzenie. Bagatelizować, wmawiać jej że nic się przecież nie stało, że inni mają gorzej, sypać złotymi radami. I mówić jak żyć. 

Jedyne co powinnam zrobić, to być dla niej.  Dać jej swój czas, uwagę. Słuchać. Prawdziwie słuchać, a nie skupiać się na własnych myślach – wyobrażeniach i wymyślaniu strategii. Być może z tego empatycznego słuchania wynikną dalsze działania. To są jednak kolejne etapy. Pierwszym jest obecność, uważne słuchanie. Wiem, że to co mogę powiedzieć to:

„Słyszę, że jest ci ciężko”.

Myślę, że umiejętność empatycznej komunikacji jest nam bardzo potrzebna. O ile nasze relacje bliższe i dalsze byłby łatwiejsze, gdybyśmy umieli słuchać,  używali języka empatii. Szkoda, że temu zagadnieniu nie poświęca się czasu w szkole. Jeśli jest w niej miejsce na tyle rzeczy potrzebnych jedynie do napisania najbliższego sprawdzianu, może znalazła by się przestrzeń na to, co może realnie wpływać na naszą teraźniejszość i przydać się w przyszłości. Wyobrażam sobie, że takie lekcje – warsztaty mogłyby odmieniać losy wielu ludzi i ich rodzin.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

5 komentarzy

  1. Ja rozumiem jedną i drugą stronę i dla tej co jest ciężko i dla tej co pociesza. Bo jak się zachowa i co powiedzieć skoro nie byliśmy w takiej sytuacji.
    Ja straciłam ciąże w 10 tyg. ale na przykład moja znajoma w 9 miesiącu i jak wtedy się zachować jak ją pocieszyć?! Właśnie, chyba się nie da i potrzeba na to czasu i ukojenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *