Gdy miałam cztery lata bawiłam się z młodszą siostrą „w narodziny”. Nosiłyśmy misie pod bluzkami i w pewnym momencie wyciągałyśmy je, obwieszczając światu, że dzidziusie szczęśliwie się urodziły.

Zagadała do nas nasza starsza (prawie sześcioletnia) siostra.

A czy wy wiecie, jak się rodzą dzieci? – zapytała.

Czy wiemy… phi! PRZECIEŻ TO OCZYWISTE – pomyślałam.

Dzieci rodzą się przez pępek! – odpowiedziałam z pewnością w głosie.

Starsza siostra pokręciła z politowaniem głową. Potem zmrużyła oczy i powiedziała: Dzieci wychodzą stąd! (mówiąc to,  wskazała na intymne okolice, nazywane w tym czasie w naszym domu 😳😳😳 uwaga, uwaga! 😳😳😳 „PUPĄ Z PRZODU”. 😉

Pamiętam, że zapytałam moją siostrę skąd wie, ona odpowiedziała mi, że od mamy.  I tyle. Pobiegła, zostawiając nas z tą wiedzą. Pamiętam jeszcze, że byłam mocno rozczarowana. Wizja wychodzenia przez pępek była mi bliższa, wydawała się dużo ciekawsza, dlatego… postanowiłam dalej w nią wierzyć.

Skąd się biorą dzieci?

Kiedy jest dobry czas na „te” rozmowy?

Ja zaczęłam interesować się sprawą dopiero około dziesiątego roku życia, ale moja starsza  siostra zadawała dosyć szczegółowe pytania mojej mamie już w wieku pięciu lat. Ja naprawdę nie musiałam tego wcześniej wiedzieć. Dla mnie to było oczywiste, że te dzieci w tych maminych brzuchach się pojawiają, a potem sobie wychodzą (przez pępek oczywiście) i tyle. A moja pięcioletnia siostra naprawdę nie mogła zaznać spokoju póki nie dowiedziała się dokładnie, jak to możliwe, ze ta komórka taty dociera do komórki mamy.

To doświadczenie buduje we mnie pewność, że czas i intensywność  rozmów, sposób przekazania wiedzy dzieciom to kwestia I N D Y W I D U A L N A. Nie da się dokładnie określić momentu, choć na pewno są czynniki, które sprawiają, że należy spodziewać się wzrostu zainteresowania tym tematem i pytań – taką sytuacją jest na przykład ciąża i pojawienie się nowego dziecka w rodzinie / bliskim otoczeniu.

Jak rozmawiać?

Nie inaczej, niż o innych sprawach, czyli otwarcie i z szacunkiem dla wszelkich pytań. A jeśli mówimy o szacunku, to też dodam, ze z szacunkiem dla potrzeb dziecka w zakresie szczegółowości odpowiedzi. Dla mnie w wieku pięciu lat narodziny były rzeczą  i naturalną, i magiczną zarazem – jak Święty Mikołaj – nie potrzebowałam pytać skąd, tylko cieszyłam się, że to się dzieje. Moja siostra w tym samym wieku wiedziała, że do zapłodnienia dochodzi w skutek włożenia penisa do pochwy kobiety (choć nie jestem pewna, czy to była dokładnie ta terminologia 😬) – wiedziała, bo ją to interesowało i zadawała pytania. 

I tu mała uwaga odnośnie pytania – jeśli dziecko pyta, to warto upewnić się o co dokładnie.

Dorośli są czasem zestresowani nie tyle pytaniem dziecka, co swoim wyobrażeniem na temat tego pytania, skąd ono się wzięło, co będzie, jak dziecko się dowie, albo co już wie. Warto w tych sytuacjach spokojnie dowiedzieć się, o co chodzi, i okazuje się zazwyczaj wtedy, że to jest jakieś zwykłe pytanie, tylko nas poniosły emocje i wyobraźnia.” 

Agnieszka Stein „Nowe wychowanie seksualne”

Jak mówić „o tych sprawach”? Bez napięcia, tłumaczyć prostym językiem, używając nazw anatomicznych. Tu niestety dotykamy pewnego problemu języka polskiego – brakuje nam ładnych nazw intymnych części ciała. Jest jak jest, możemy mieć swoje fajniejsze określenia, ale i tak te anatomiczne w rozmowach też powinny się pojawiać. W końcu trudno wytłumaczyć sprawę poczęcia używając określeń typu „siusiak”, czy „pipcia”.

Jeśli nie jesteśmy pewni jak rozmawiać, możemy sięgnąć po książkę w temacie.

Do tej pory na polskim rynku brakowało takiej książki, która w przystępny dla dzieci sposób objaśni, jak to się dzieje, że w brzuchu kobiety pojawia się nowy człowiek. Oczywiście jest sporo pozycji, które jakoś tam dotykają tej kwestii. Jednak najczęściej nie znajdziemy w nich odpowiedzi na pytanie: „Skąd on się tam wziął?”.

Tę lukę wypełniła niedawno wydana  książka „Dziecko w brzuchu mamy„. Napisana przez mamę lekarkę, w przystępny i jednocześnie empatyczny sposób przybliża temat zapłodnienia, ciąży i narodzin.

„Dziecko w brzuchu mamy”

Książka wydawnictwa Sam to  historia Oskara i Mii i ich nienarodzonego jeszcze braciszka. Kiedy rodzeństwo dowiaduje się, że mama spodziewa się dziecka, zaczynają się pytania.

Wątpliwości i niewiadomych jest wiele.

Rodzice nie wydają się tymi pytaniami zaskoczeni, czy skrępowani. Ich odpowiedzi są konkretne i bardzo przystępne. Opowiadają dzieciom jak dochodzi do zapłodnienia, na czym polega seks. Jest też o ciąży bliźniaczej, czy o dojrzewaniu i hormonach.

Książka zdawkowo porusza też kwestię in vitro i antykoncepcji. Odnajdziemy również fragment poświęcony uczuciom i miłości. Mamy tu ilustrację, która pokazuje różne oblicza miłości i relacje – są papużki nierozłączki, jest człowiek ze swoim pupilem,  mama i dziecko, rodzice, są w końcu też dwaj mężczyźni (ten temat nie jest poruszany w tekście, jedynie na ilustracji). Te obrazy mogą stanowić pretekst do wyjęcia albumu ze zdjęciami rodzinnymi i porozmawiania o tym, jak jest w naszej rodzinie.

Czy te wszystkie kwestie powinny znaleźć miejsce w książce dla dzieci?

Od razu do głowy przychodzą mi kolejne pytania.

Gdzie  dzieci powinny  poznawać te tematy? I kto najlepiej zna dziecko, jest najbardziej kompetentny do przeprowadzenia z nim takich rozmów?

Odpowiedź brzmi: dom i rodzice.

To mogą być dla nas trudne lub nawet kontrowersyjne tematy, jednak uważam, że  unikanie ich, jest błędem. Takie zachowanie prowadzi tylko do jednego – dzieci zdobywają wiedzę z innego źródła, często niedostosowanego do ich wrażliwości. 

To atmosfera tabu wokół tematu może prowadzić do tego, że dzieci są tym bardziej zainteresowane, szukają informacji gdzie popadnie, próbują rozgryźć, czemu dorośli bronią im dostępu do wiedzy. Atmosfera tabu powoduje też, że dziecku trudniej jest przyjść poprosić o pomoc, kiedy dzieje się coś trudnego. Chcę też jasno napisać, ze zainteresowanie seksualnością jest naturalną częścią życia i niewiele da się zrobić, żeby dzieci się nią nie interesowały.

 – Agnieszka Stein „Nowe Wychowanie Seksualne”

To, o co warto zadbać (nie tylko przy tej książce, ale każdej, która porusza ważne sprawy), to poznanie treści zanim siądziemy do czytania razem z dzieckiem. Książkę możemy czytać fragmentarycznie, wybierając tylko to, co jest potrzebne i odpowiednie dla etapu rozwoju, na co dziecko jest już gotowe.

Dużą wartością książki są ilustracje – przebieg ciąży, narządy rozrodcze, proces dojrzewania – wszystko zostało przedstawione w sposób nie tylko estetyczny, ale i bardzo ciepły.

Dla jakiego wieku?

Wracamy do tego, o czym pisałam na początku. Wszystko zależy od potrzeb dziecka. W moim odczuciu niekoniecznie jest to książka, która powinna znaleźć się na półce każdego przedszkolaka. Są takie maluchy, które już w wieku 4-5 lat będą zadawać pytania o narodziny i wtedy z pewnością książka (a przynajmniej wybrane przez rodziców fragmenty) może bardzo ułatwić rozmowy na ten temat. Są też takie dzieci, które jeszcze w wieku wczesnoszkolnym nie mają potrzeby szczególnego zgłębiania tej wiedzy. I w takim przypadku raczej  wstrzymałabym się do odpowiedniego momentu. Szkoda, ze moi rodzice nie mieli tej książki, gdy w końcu temat mnie zaciekawił – myślę, że dużo łatwiej byłoby nam wtedy rozmawiać, dużo mniej w tym wszystkim byłoby zawstydzenia i niedomówień.

👶👶👶

Dziecko w brzuchu mamy

Autorka:  Anna Herzog
Ilustracje: Joëlle Tourlonias
Wydawnictwo Sam

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *