Amazonka, Bambino, Hokkaido, Ambar, zwyczajna i olbrzymia…

Nie! Nic mi się nie pomyliło. 😉 Wymieniłam właśnie odmiany dyń. Odnajdziecie je (a może jeszcze więcej?) we wszystkich możliwych rozmiarach i kolorach na Farmie Dyń zlokalizowanej na obrzeżach Warszawy.

Jak tam trafić? Farmę znajdziecie tuż za granicami miasteczka Wilanów. Jadąc dwupasmową drogą w stronę Konstancina Jeziorny zobaczycie po prawej stronie taczkę wypełnioną pomarańczowymi dyniami. Ten charakterystyczny znak podpowie Wam, że właśnie należy zjechać i zaparkować samochód.

Tuż za bramą ukażą się waszym oczom przepiękne pomarańczowe wzgórza. Dobra żartuję… Nie ma pomarańczowych wzgórz. 😉 Są za to  skrzynie po brzegi wypełnione przeróżnymi dyniami, labirynt ułożony ze słomy, niewielkie zagrody ze zwierzętami  gospodarskimi i olbrzymia trampolina.

 

 

Najwięcej radości sprawiło Lusi bieganie w słomianym labiryncie. Z jej wzrostem labirynt był prawdziwym wyzwaniem. Śmiała się w głos, gdy ją goniłam lub wychylałam się zza słomy z głośnym „A-ku-ku!”

 

 

 

 

 

 

Co ciekawe, Farma dyń to nie tylko dynie. Jak już wspomniałam spotkacie tutaj kilka zwierząt gospodarskich. Są ptaki (kury, perliczki, indyki, kaczki) oraz króliki i świnki, a od niedawna można też podziwiać trzy urocze alpaki.  Do królików można wejść, by przyjrzeć im się bliżej, a nawet pogłaskać. Oczywiście obowiązuje regulamin. Z oczywistych względów w kojcu może przebywać ograniczona liczba osób.  Ufam, że właściciele odpowiednio zajmują się zwierzętami. W czasie naszej wizyty rozmawiałam chwilę z panem, który opowiedział mi o alpakach. Wiem, że jedna z nich przyjechała na farmę aż z Chile.

 

 

 

Dla Łucji, która nie była nigdy na prawdziwej wsi (wiecie, takiej z polem, traktorem, krowami, warzywami prosto z grządki) farma dyń była prawdziwą atrakcją. Bardzo intrygowały ją kolby kukurydzy, które dostrzegła przy ogrodzeniu. Dużo czasu spędziła eksplorując otoczenie, taszcząc dynie i zwyczajnie dotykając słomy.

 

 

Dodatkową atrakcję dla dzieci stanowi ustawiona trampolina. W czasie naszej wizyty nie było wielu chętnych dzieci do skakania. Uznałam więc, że jest to na tyle bezpieczne, że pozwoliłam Lusi chwilę poskakać.

 

Żeby nie było, że Farma dyń to tylko same zalety… Dostrzegłam ogromny i „głośny” minus. Moim subiektywnym zdaniem jest nim muzyka. 🙁 Odwiedzając farmę usłyszycie najnowsze pop-hity. Nie przepadam za tego typu muzyką, więc „Despacito”, które w ciągu dwóch godzin popłynęło z wielkich głośników co najmniej pięć razy to dla mnie gruba przesada. Cóż… Każdy ma swój gust i właściciele mają prawo puszczać, co chcą.

Za wejście na Farmę Dyń zapłacicie 20 złotych od dziecka, opiekunowie wchodzą za darmo. Płacąc w kasie dostajecie żeton, który potem możecie wymienić na dynie. My przywieźliśmy do domu malutką dynię ozdobną, która zdobi półkę w pokoju Lusi. Wzięliśmy też hokkaido, którą upiekłam ze skórą i przerobiłam na zupę, mus do tarty i gofry. Dodałam też trochę do porannej jaglanki. 🙂 Wizyta była zatem całkiem udana.

A jeśli szukacie inspiracji na bardzo szybki wegański przepis na ciasto dyniowe to przypominam ten.

WAŻNA UWAGA! Jadąc na farmę weźcie ze sobą kalosze. Jak to na farmie, jest sporo błota. Nam udało się obejść bez kaloszy, jednak następnym razem na pewno je włożymy. Zwłaszcza po deszczu może być „błotniście”. Pozostałe informacje na temat Farmy dyń znajdziecie tutaj.

 

Pozdrawiam jesiennie!

Martyna

***

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
error0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *