Dentysta nie miał wątpliwości. Początek próchnicy. No niestety. Niepotrzebnie dosładzałam wodę i soki, pozwalałam jeść Helce żelki i czekoladę.. A! No i oblizywałam jej łyżeczkę, myłyśmy zęby wspólną szczoteczką…

Żartuję!

O higienie jamy ustnej dziecka czytałam jeszcze przed urodzeniem Helki. Przecierałam wacikiem dziąsełka zanim jeszcze pojawił się pierwszy ząbek (choć okey,  przyznaję, że zdarzało mi się co jakiś czas o tym zabiegu zapomnieć). Myliśmy Małej zęby, nie było mowy o jedzeniu wspólną łyżką, czy  całowaniu w usta. Słodzone napoje? Antybiotyki? Nigdy. Słodycze? Raz na jakiś czas suszone daktyle i sernik od wielkiego święta.

 

No to skąd się wzięła próchnica?

Nie wiem, nie powiedziała mi 😉 Wiem jednak, że oprócz higieny i diety istotne są również indywidualne cechy organizmu, np. czynniki genetyczne. Niestety wciąż też karmię piersią Helenką w nocy, a po naszych szpitalnych przygodach Helka potrafiła przez kilka tygodni budzić się na mleko co dwie godziny… Więc nie istniało coś takiego jak nocna przerwa.   No i używaliśmy pasty bez fluoru, bo zdania na jej temat są podzielone (również wśród lekarzy i stomatologów), uznaliśmy, że może rzeczywiście bezpieczniej jest bez…

Muszę przyznać, że po diagnozie czułam się okropnie – czułam że zawiodłam jako mama. Przecież na pewno można było tego uniknąć! W końcu jednak, zamiast się dołować, zaczęłam szukać informacji, co mogę teraz z tym zrobić i jak pomóc Helence.

Najważniejszą sprawą było znalezienie dobrego stomatologa. Nie tylko dobrego fachowca i osoby z właściwym podejściem do dziecka, ale również kogoś, kto uszanuje moje wybory i sposób w jaki wychowuję Helę.  Pierwsza próba pod tym względem nie była zbyt udana. W gabinecie usłyszałam, że powinnam jak najszybciej odstawić nocne karmienia „Proszę nakarmić ją na wieczór bardzo gęstą kaszą , a w nocy podawać wodę. Niech wie, że nic przyjemnego ją nie spotka, gdy się obudzi”. Usłyszałam te słowa i więcej się w gabinecie nie pojawiłam. Nie chcę, by ktoś w obecności Heli mówił o niej jakby była przedmiotem. Czymś co po prostu można wytresować, bez względu na potrzeby i emocje.

Zaraz potem trafiliśmy pod dobry adres i zaczęliśmy działać. Nasz nowy stomatolog zaproponował impregnację, czyli lapisowanie. To było coś czego się obawiałam – zabieg  przebarwia zęby. Pewnie nieraz widzieliście dzieci z czarnymi plamami na zębach? Być może to właśnie były ślady po impregnacji. Nie wygląda to ładnie… Na szczęście jest jeszcze nadzieja na białe ząbki – próchnica nie zdążyła się rozszaleć, zęby nie są mocno osłabione, za jakiś czas będzie można w miejscach przebarwionych założyć wypełnienia. Oprócz tego oczywiście zmieniliśmy pastę na taką z fluorem, no i mamy  niedługo  lakierowanie, czyli fluoryzację.

Straszne przypadki

Cała ta historia spowodowała, że zaczęłam o próchnicy i różnych zabiegach czytać i szukać informacji. Niestety również na forach, na których czai się zbyt wiele dzikich przypadków – odpadające szkliwo po fluoryzacji, czy połamane zęby po lapisowaniu. Rodzice straszą historiami swoich dzieci, nie trudno trafić na opinię, że lepiej zębów nie leczyć…

Nie wierząc w spisek stomatologów 🙂 ze wszystkimi wątpliwościami udałam się do naszego dentysty. O kilka kwestii, które mnie szczególnie nurtowały zapytałam też Karolinę Janowską-Korner, którą możecie znać z bardzo pomocnego (nie tylko z zakresu stomatologii) bloga matkadentystka.pl, . Oto czego się dowiedziałam:

Często po tym jak stomatolog diagnozuje próchnicę u dziecka, proponuje lapisowanie. Są jednak inne znane sposoby, np. ozonowanie (które dodatkowo nie przebarwia zębów). Skąd ta popularność lapisowania, czy jest ono najskuteczniejszą bronią w walce z próchnicą?

Karolina:

Lapisowanie nie jest najskuteczniejszą metodą leczenia próchnicy, ale jest metodą najłatwiejszą do przeprowadzenia szczególnie u niewspółpracującego dziecka. Impregnacja (tak nazywa się ten zabieg w stomatologi) polega na wysyceniu zniszczonego próchnicą zęba preparatem chemicznym, który będzie działał bakteriobójczo. W tym celu lekarz kilka razy maluje ząb dwoma preparatami. W wyniku ich połączenia dochodzi do wytrącenia antybakteryjnej substancji – to jest właśnie ten ciemny osad który pojawia się na zębach. Zabieg trzeba powtórzyć 3 razy co ok 7 dni, a po kilku miesiącach wrócić na kolejną serię. 

Gdy mamy na fotelu niechętnego do współpracy dwulatka proponujemy wykonanie impregnacji jeżeli nie widzimy szans na założenie wypełnienia. Przy innych metodach leczenia (czy to tradycyjnym wypełnieniu czy ozonowaniu ) maluch musi wykazać się jakąkolwiek wolą współpracy. Takie zabiegi trwają nieco dłużej i nie są najprzyjemniejszym przeżyciem, szczególnie dla takich maluchów. Dlatego lapisowanie jest tak często proponowane wśród najmłodszych dzieci. Oczywiście lekarz doświadczony w leczeniu dzieci jest tu na wagę złota. U starszych dzieci staramy się złożyć tradycyjne wypełnienie. Ozon to ciekawa i bezbolesna alternatywa leczenia, ale można go zastosować tylko w wczesnych zmian próchnicowych a dziecko musi przez około minutę nieruchomo siedzieć na fotelu. 

Trzeba pamiętać, że zrobienie lapisowania nie wyklucza w późniejszym okresie wykonania tradycyjnego wypełnienia.

Warto tu też wspomnieć, że samo leczenie zębów nie wystarczy do pokonania próchnicy. Niezależnie od tego, czy wykonane będzie lapisowanie, ozonowanie, czy założone wypełnienie konieczna jest także zmiana złych nawyków, które wywołały próchnicę, a higiena jamy ustnej musi być na wzorowym poziomie.

„Po lapisie moje dziecko straciło zęby – po prostu się wykruszyły” – to jedna ze strasznych przestróg, które znalazłam w internecie. Czy to prawda, ze lapisowanie osłabia zęby?

Karolina:

Lapisowanie samo w sobie nie osłabia zębów, ale trzeba pamiętać, że ono ich także nie odbudowuje! „Zjedzony” przez próchnicę ząb sam w sobie jest słabszy, miększy i podatniejszy na wszelkie urazy, dlatego też powinno się dążyć do odbudowania go jak najszybciej. Jeżeli próchnica wystąpi u dziecka na na prawdę wczesnym etapie, rodzice nie zmodyfikują odpowiednio diety dziecka, nie poprawią higieny, to mimo lapisowania zęby nadal będą się dalej psuć. Będą powstawać nowe ogniska próchnicy, a zęby będą się „wykruszać”.

Co to jest tzw. bezbarwny lapis? Dlaczego nie wszyscy stomatolodzy go stosują? Czy to prawda, że jest mniej skuteczny?

Karolina:

Bezbarwny lapis powstaje w wyniku połączenia chlorku cynku oraz żelazocyjanku potasu. Ten preparat nie nadaje się jednak u dzieci z ostrym przebiegiem próchnicy ponieważ jest mniej skuteczny. 

A prawda jest taka, że u małych dzieci próchnica niestety ma przebieg piorunujący. Dlatego w takich przypadkach stosujemy wytrącający się na ciemny kolor się azotan srebra połączony z płynem Lugola.

Nasz stomatolog zaleca pastę z fluorem, nawet dla dzieci, które podczas mycia ją połykają. Spotkałam się jednak z opinią, by fluor wprowadzić dopiero, gdy dziecko nauczy się wypluwać pastę, połykany jest bowiem niebezpieczny. Jaka jest prawda? Skąd wynikają rozbieżne opinie, nawet wśród lekarzy stomatologów?

Karolina:

Badania jednoznacznie wskazują na to, że fluor jest pierwiastkiem wzmacniającym nasze zęby. Ponieważ odeszło się od dawnych metod suplementowania go wewnętrznie ( w postaci tabletek, kropli) skupiamy się aktualnie na jego stosowaniu zewnętrznym. Dlatego też dentyści zalecają użytkowanie pasty z fluorem już od pierwszego ząbka. Ważna informacja jest taka, że w przypadku pasty z fluorem zupełnie nie liczy się jej ilość ale stężenie. To od tego zależy, czy fluor wbuduje się w pryzmat szkliwa, wzmocni go i sprawi że będzie ono bardziej odporne na działanie bakterii próchnicotwórczych. Polskie wytyczne zalecają użycie u dzieci poniżej 3 roku życia pasty z fluorem o stężeniu 1000 ppm fluoru wielkości ziarenka ryżu. To jest na prawdę niewiele, dlatego nie obawiamy się połykania przez maluszki takiej ilości pasty. Gdy dziecko opanuję wypluwanie (właśnie około 3 roku życia) zwiększamy ilość tej samej pasty (stężenie Fluoru 1000ppm) do ziarnka groszku. 

Rozbieżności wsród lekarzy wynikają najprawdopodobniej z niedoinformowania – wytyczne zmieniają się co kilka lat ale niestety nie wszyscy lekarze dokładnie śledzą te zmiany.

Dwuletnie dziecko i zabieg fluoryzacji. Skąd wiadomo, że potrzebny? Czy dodatkowa dawka fluoru nie będzie dla dziecka niebezpieczna? 

Karolina:

Konieczność wykonania zabiegu lakierowania (czyli fluoryzacji) ocenia lekarz po badaniu pacjenta. Jeżeli w jego ocenie to ryzyko jest umiarkowane lub wysokie zaleca wykonanie lakierowania w odpowiednich powtórzeniach. Kryteriów oceny ryzyka wystąpienia próchnicy jest na prawdę wiele. Bierzemy m.in. pod uwagę ilość fluoru w wodzie w miejscu zamieszkania pacjenta, ilość ubytków w zębach, higienę jamy ustnej, stosowane preparaty, dietę, jakość i ilość śliny,  Lakier jest preparatem zawierającym fluor w wysokim stężeniu, ale stosujemy go zewnętrznie na ząb. Obkleja on dokładnie powierzchnię zęba i trzyma się na nim przez kilka dni uwalniając fluor stopniowo. Pamiętajmy, że bogate w fluor preparaty są dostępne jedynie w gabinecie i stosowany przez osoby do tego wykwalifikowane po to, aby ryzyko ich połknięcia było minimalne.

🌺🌺🌺

Dziękuję serdecznie Karolinie i zachęcam Was do odwiedzenia matkadentystka.pl. Znajdziecie na nim wiele cennych porad, nie tylko z zakresu stomatologii. O  zabiegu impregnacji przeczytacie więcej w tekście Lapisowanie, czyli dlaczego niektóre dzieci mają czarne ząbki? 

 

A jakie  są Wasze doświadczenia? Czy należycie do grona szczęśliwców, którym udało się uniknąć problemu z próchnicą u dzieci?

Magda

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, proszę daj nam znać! Możesz podzielić się nim ze znajomymi, korzystając z przycisków na dole. Polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *