Skąd ja się wzięłam pod Twoją skórą?

Łucja (3,5)

To pytanie padło niedawno z ust mojej córeczki. Wcześniej Lusia nie była zbyt dociekliwa, jeśli chodzi o tematy związane ze szczegółami anatomicznymi ludzkiego ciała.

Nie zauważyłam też, by jakoś szczególnie interesowały ją dzidziusie i temat prokreacji. Od dłuższego czasu Łucja wie, że dziecko pojawia się i rośnie w brzuchu mamy. Wie też, że dziecko w łonie mamy nie bierze się z powietrza. Już dawno dowiedziała się od nas, że kobieta ma macicę, w której rozwija się i rośnie płód. Doskonale wie również, że aby pojawiło się dziecko muszą połączyć się komórki mamy i taty.

Łucja uwielbia słuchać historii o tym, jak pojawiła się na świecie i jak zachwycaliśmy się jej miłym różowym ciałkiem tuż po porodzie. Gdy rozmawiamy i przeglądamy jej pierwsze zdjęcia na jej twarzy maluje się radość i zachwyt.

🥀🥀🥀

Zdawać by się mogło, że na razie tyle wiedzy wystarczy niespełna 4-letniej dziewczynce.

Niekoniecznie. Odkąd Łucja poszła do przedszkola zaczęła wnikliwiej badać temat różnic anatomicznych między chłopcami, a dziewczynkami. Zauważyłam, że podczas wieczornej kąpieli uważnie przygląda się intymnym częściom własnego ciała. Jest tym tematem bardzo zaciekawiona. Częściej zadaje pytanie o to, KIEDY będzie miała rodzeństwo. Nie pyta nawet CZY będzie je miała, ale od razu zakłada, że odpowiedź jest pozytywna – tak, jakby była to naturalna kolej rzeczy. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że Łucja rodzeństwo owszem chciałaby, ale najchętniej… starszą siostrę!

Można oczywiście poprzestać na zdawkowych odpowiedziach i liczyć na to, że dziecko nie będzie drążyć tematu.

Niektórym maluchom pewnie te krótkie odpowiedzi wystarczą (na jakiś czas). Znam jednak takie kilkulatki, które będą nieustannie wracać do jakiegoś pytania aż uzyskają konkretne, satysfakcjonujące je odpowiedzi. Do takich należy moja córka. 🙂 Zaczęłyśmy więc rozmawiać i bardziej szczegółowo opisywać pewne sprawy. Uważam bowiem, że należy podążać za dzieckiem i jego zainteresowaniami. Zdjęłyśmy z półki książki o budowie ludzkiego ciała i tematyce poczęcia, które do tej pory zgromadziłyśmy (sięgnęłyśmy m.in. po tę książkę). Wyjęłyśmy też moje zdjęcia USG z czasów ciąży i album ze zdjęciami z pierwszych wspólnych chwil. Niedawno do naszej domowej biblioteczki dołączyła nowość wydawnicza – wyjątkowa książka, która wpisuje się w obecne zainteresowania mojej córeczki.

🥀🥀🥀

Skąd jestem? Agnieszki Kacprzyk z ilustracjami Marianny Sztymy to wyjątkowa książka. Odpowiada bowiem na pytania, które (jak sądzę) prędzej czy później padną z ust każdego dziecka.

Kwestią indywidualną, jest to kiedy o te sprawy zapyta Twoje dziecko, ale warto zapoznać się z tą pozycją, by widzieć, gdzie zajrzeć w odpowiedniej chwili.

Pierwszy rozdział książki pt. Skąd się biorą dzieci zaczyna się od… niespodzianki. I nie jest to rodzinna wyprawa na lody, jak początkowo sądzi mały Leoś. 😉 Niespodzianka jest o wiele bardziej wyjątkowa. Rodzice mówią chłopcu, że będzie miał siostrzyczkę. Okazuje się jednak, że nie od razu można ją zobaczyć, a nawet będzie trzeba długo poczekać, by się z nią przywitać.

Od tej niespodzianki autorka zaczyna snuć ważną opowieść, w której pojawi się mnóstwo istotnych kwestii.

Pierwszą ważnym tematem, jaki mama porusza w rozmowie z synkiem Leosiem są różnice anatomiczne między dziewczynkami, a chłopcami. Leoś bardzo dobrze wie, że on i tata mają siusiaki. Słyszał też co nieco na temat budowy anatomicznej dziewczynek – wie, że mama (oraz inne znane mu kobiety i dziewczynki) mają cipkę. Mama uzupełnia tę wiedzę o kilka dość istotnych szczegółów.

Domyślam się, że autorce decyzja o wyborze odpowiedniego słowa na określenie intymnych części ciała dziewczynek nie przyszła łatwo.

A może się mylę? Faktem jest, że ma takiego, które odpowiadałoby wszystkim odbiorcom książki. Agnieszka Stein w książce Nowe wychowanie seksualne również używa określeń cipka i siusiak. Przyznam, że czytając fragmenty, w których pojawia się określenie cipka poczułam się dość niepewnie. W naszym domu nie używa się tego słowa. Zarówno mnie, jak i mojemu mężowi kojarzy się ono negatywnie (a nawet wulgarnie). Z rozmów ze znajomymi mamami wiem, że dla innych rodziców również nie jest oczywiste, to jak nazywać intymne części ciała dziewczynek i kobiet. My, dawno temu przeczytaliśmy Lusi książkę Nocnik nad nocnikami Alony Frankel, w której autorka używa słowa pipcia i spontanicznie zaczęliśmy tak nazywać intymne części ciała dziewczynek. To określenie zupełnie wystarcza nam na tą chwilę i uważam, że nie potrzebujemy rozszerzać słownika Łucji.

Z ciekawości zaczęłam jednak pytać innych rodziców o to, jak nazywają intymne części ciała swoich dzieci. O ile siusiak (ewentualnie siurek lub penis) pojawiło się w odpowiedziach mam chłopców, o tyle nazywanie dziewczęcych części ciała nie jest już tak oczywiste. Większość mam, które zapytałam mówią: siuśka, siusiawka, siusiajka, siku (czyli określenia związane z czynnością oddawania moczu). Pojawiły się też określenia waginka, pestka, psiusia, pupcia, psipsia, cipcia, cipka. Jedna mama napisała mi, że sama nie używa tego określenia, ale wie, że prawidłowo jest wulwa.

Dla mnie wniosek jest jeden: W języku polskim nie ma jednego, ładnego i akceptowanego przez wszystkich określenia, które oddawałoby pełnię znaczenia słów intymne części ciała dziewczynek. Ja zdecydowałam, że czytając książkę będziemy zmieniać słowo cipka na takie, którego używaliśmy do tej pory i, które odpowiada naszym przekonaniom. Z czasem zdecydujemy, kiedy ten temat rozszerzać.

W tym rozdziale mały Leoś dowiaduje się też czegoś bardzo ważnego – mianowicie, że każda dziewczynka stanie się kiedyś kobietą, a każdy chłopiec będzie w przyszłości mężczyzną.

Mama w piękny i bardzo obrazowy sposób tłumaczy synkowi również kwestie poczęcia dziecka.

A miłość sprawia, że chcą się przytulać, całować i pieścić. Jeśli pragną mieć dziecko, to podczas pieszczot mężczyzna musi wsunąć siusiaka do cipki, aby przekazać jej swoje nasionko./ Skąd jestem?, s 12

Nie ma to mowy o żadnych bocianach, kapuście i nie ma też tłumaczenia naokoło z wypiekami na twarzy. Aby jeszcze dokładniej przybliżyć synkowi ten proces mama bierze do ręki pęk kluczy i jeden z nich wsuwa do zamka. Myślę, że bardziej obrazowo nie da się tego wytłumaczyć kilkulatkowi –  klucz idealnie pasuje do zamka, tak, jak męskie narządy płciowe pasują do kobiecych.

Tym nieco poetyckim porównaniem autorka płynnie przechodzi do kolejnego rozdziału – Balonik pełen wody.

Leoś okazuje się bardzo dociekliwym chłopcem, który zadaje kolejne pytania. Mama cierpliwie tłumaczy mu, w jaki sposób dziecko rośnie w brzuchu mamy. Porównuje wnętrze macicy kobiety do balonika wypełnionego wodą, a pępowinę do rurki. Książka przepełniona jest takimi konkretnymi obrazami, którymi łatwo zobrazować dziecku anatomiczne zagadnienia. W tym rozdziale Leoś dowiaduje się też, że jego babcia nosiła kiedyś w swoim brzuchu jego mamę oraz, że w ciałach mężczyzn nie mogą rozwijać się dzieci. Jest bardzo uradowany faktem, że on sam kiedyś też będzie mógł zostać tatą.

Ostatni rozdział Jak wyszedłem z brzucha, w równie obrazowy sposób, co poprzednie, opowiada o cudzie narodzin.

Wraz z kolejnymi wersetami książki brzuch mamy Leosia staje się coraz większy, a mała siostrzyczka rośnie i niebawem przyjdzie na świat. Chłopiec bardzo chciałby już ją zobaczyć i dopytuje kiedy i w jaki sposób się to stanie. Mama tłumaczy mu, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment balonik pęknie i wypłynie z niego woda. To będzie znak, że trzeba pojechać do szpitala, w którym położna i lekarze wyjmą dziecko z brzucha. Leoś troszczy się o mamę i nieco zaniepokojony pyta o kwestie praktyczne – jak się to stanie? Mama mówi mu, że może tak się zdarzyć, że lekarze  będą musieli rozciąć brzuch, ale najczęściej dzieje się to tą samą drogą, którą weszło nasionko. Uradowany Leoś sam odpowiada, którędy się to stanie, ale w tej samej chwili zaczyna się znów martwić. No bo jak ta siostrzyczka się tam zmieści?

Mama okazuje się mistrzynią  porównań. W jednej chwili zdejmuje z włosów gumkę i tłumaczy Leosiowi kwiestie rozciągliwości. To oczywiście Leosiowi nie wystarczy. Chce wiedzieć więcej – co będzie dalej i czy on sam też w ten sposób pojawił się na świecie. Mama cierpliwie tłumaczy mu wszystkie te kwestie. 

I pomyśleć, że wszyscy byliśmy kiedyś nasionkami.

Tą piękną klamrą zostaje spięta wyjątkowa historia zapisana na kartach książki Skąd jestem?

 

🥀🥀🥀

Nie byłabym sobą, gdybym nie poruszyła kwestii ilustracji.

Niewątpliwie stanowią one o wartości tej książki i niesamowicie ją wzbogacają.  Kwiatowe ornamenty na pękatym brzuchu mamy mają w sobie tyle uroku, że nie mogłam oderwać od nich oczu. Warstwa wizualno-estetyczna w połączeniu z ważnymi tematami, jakimi są anatomia ludzkiego ciała, poczęcie czy poród sprawiają, że sięgamy po tę książkę wyjątkowo często.

Martyna

Skąd jestem?

Wydawnictwo Albus 2020

Autorka: Agnieszka Kacprzyk

Ilustracje: Marianna Sztyma

🌿🌿🌿

 

Więcej pięknych książek, mądrych treści kulturalnych i aktywności w duchu Montessori jak zawsze na funpage’u sasanki na Facebooku. Znajdziecie nas też na Instagramie.

Magda tutaj -> magda_i_sasanki

Martyna tutaj -> boso_w_przygode

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
error0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *