O nosidłach i chustach jeszcze niedawno nie wiedziałam nic. A potem urodziła się Helenka i trzeba było szybko nadrobić braki wiedzy  w tym zakresie. Pierwszą chustę (elastyczną) pożyczyła mi koleżanka, tym uratowała nasze pierwsze miesiące z Helenką, która do łatwych niemowląt nie należała. Potem przez chwilę mieliśmy chustę tkaną. Gdy Hela usiadła przerzuciłyśmy się na nosidło.

Pamiętam, jak pierwszy raz ją niosłam w nosidle – poczułam, że wraca do mnie jakiś rodzaj wolności –

Znowu mogę pójść tam, gdzie zechcę – pomyślałam.

Przez ten cały czas zdobywałam wiedzę dotyczącą prawidłowego noszenia – upewniając się, że to co robię jest dobre. Nie było to bardzo trudne, istnieje bowiem wiele cudownych blogów na ten temat, poza tym są specjalne grupy facebookowe, na których można dopytać, szukać rozwiązań, prosić o pomoc w wyborze, a po zakupie  rozwiać swoje wątpliwości na temat prawidłowego ułożenia dziecka. Nie mówiąc już o warsztatach i doradcach, z którymi można się (odpłatnie) umówić. Informacje są na wyciągnięcie ręki, dlatego tym bardziej się dziwię, że ludzie ich nie znajdują i noszą dzieci tak, jak nie powinno się tego robić. Przypadków nieprawidłowego noszenia jest naprawdę wiele. Niestety co jakiś czas spotykam sztywne „wisiadła”, w których dzieci dosłownie wiszą, całym ciężarem opierając się na kroczu. Taki typ nosidła nadmiernie obciąża  kręgosłup maluszka –  wymusza nienaturalną pozycję dziecka.

Ostatnio widziałam noworodka włożonego do takiego wisiadła. Wyglądało to naprawdę niedobrze – małe ciałko nie miało żadnego wsparcia, było nienaturalnie wyprostowane, wiszące… 🙁 Sztywny panel nie był w stanie otulić malucha. Było tam za dużo przestrzeni, więc dziecko przekrzywiało się raz na jedną, raz na drugą stronę. 

 

Poniżej  prawidłowe ułożenie dziecka noszonego, potem porównanie nosideł – wisiadło kontra nosidło ergonomiczne

kręgosłup dziecka noszonego w chuście
prawidłowa pozycja dziecka noszonego w chuście
wisiadło vs nosidło ergonomiczne
Po lewej „wisiadło”, czyli niewłaściwy sposób noszenia dziecka. Po prawej nosidło ergonomiczne.
Wisiadła
źródło: www.pracowniawiezi.pl

Dzięki blogom o noszeniu (np. ten) dowiedziałam się, że oprócz nosidełek ze zbyt wąskim panelem, na którym dziecko wisi (czyli wisiadełek) nie należy kupować nosideł z opcją noszenia przodem do świata. Z zaufanych producentów nosideł, polecanych przez specjalistów i fanów prawidłowego noszenia, wymieniana była zawsze marka TULA.

Ale…

Ale ostatnio internet zawrzał, podniósł się alarm  w grupach dedykowanych rodzicom – fanom noszenia w chustach i nosidłach.

TULA – firma od lat ceniona za piękne, ale przede wszystkim bezpieczne i wygodne nosidła dla najmłodszych, właśnie zaprezentowała światu nowy produkt Tula Explore Baby Carrier. Problem w tym, że jest to nosidło, w którym nosi się przodem do świata, czyli, zgodnie z opiniami wielu lekarzy i fizjoterapeutów, w sposób niekorzystny dla dziecka.

Dla wielu fanów firmy to był prawdziwy szok. Wielkie rozczarowanie, że marka kojarzona z najwyższymi standardami, promującą idę bliskości i dbająca o prawidłowego noszenia zdecydowała się na taki krok. Ale pojawiły się tez głosy, że może nosidło nie jest złe. Może jednak można przodem? Może TULA opatentowała jakiś super krój nosidła, które jednak nie szkodzi???

Nie jestem specjalistką, ale naiwnym wydaje mi się myślenie, że priorytetem producentów artykułów dla najmłodszych zawsze jest zdrowie i prawidłowy rozwój dziecka. Wystarczy spojrzeć na produkty typu chodzik, na którym fizjoterapeuci nie zostawiają suchej nitki, albo chociażby herbatki, kaszki i ciasteczka dla dzieci (niemowlaków) z cukrem, olejem palmowym i innymi „potrzebnymi” składnikami. To jest biznes. Można powiedzieć, że jest popyt, jest podaż – firma „wychodzi na przeciw oczekiwaniom rodziców”… Ale z pewnością sprawa nie jest taka prosta.  Oczekiwania mogą  pojawiać się przecież z niewiedzy, mody,  pod wpływem reklamy..

Jak to jest z tym noszeniem przodem? Oddaję Katarzynie Kramek, Doradcy Noszenia ClauWi®

Dzieci noszone w chustach i nosidłach zawsze powinny być zwrócone przodem do rodzica. Dlaczego? Spójrzmy na to, co się dzieje z dzieckiem noszonym przodem do świata:

  1. Nogi dziecka nie mają właściwego podparcia, bezwładnie zwisają. Niemożliwe do osiągnięcia są właściwe zgięcie i odwiedzenie nóżek, optymalne dla rozwoju stawów biodrowych. Szczególnie niebezpieczne jest, gdy nóżki dziecka uderzają w trakcie chodzenia o nogi noszącego.

  2. Pozycja miednicy wymusza przeprost kręgosłupa. Ponadto kręgosłup dziecka opiera się o klatkę piersiową rodzica, przez co jest on dodatkowo nienaturalnie wypychany do przodu, szczególnie w czasie ruchu.

  3. Kręgosłup nie może przyjąć fizjologicznej dla niemowląt krzywizny zbliżonej do litery C. Ponieważ chusta przebiega po brzuchu dziecka, nie może zapewnić tak potrzebnej młodemu kręgosłupowi amortyzacji wstrząsów wynikających z ruchu rodzica.

  4. Większość ciężaru dziecka opiera się na jego kroczu, powodując silny nacisk na spojenie łonowe u dziewczynek bądź na jądra u chłopców. To nie tylko niekomfortowe dla dziecka, nadmierny ucisk na pachwiny ma również niekorzystny wpływ na krążenie.

  5. Główka dziecka nie ma podparcia. Ma to znaczenie nie tylko w przypadku niemowląt nie trzymających głowy, ale również u starszych dzieci, gdy zasną. Po raz kolejny brak jest amortyzacji wstrząsów wynikających z ruchu noszącego – główka podskakuje w rytm kroków rodzica.

  6. Dziecko noszone przodem do świata jest narażone na nadmiar bodźców z otoczenia. Nie ma możliwości ukrycia się, wtulenia w rodzica, gdy wrażeń jest za dużo lub gdy są one dla niego nieprzyjemne. Nie słyszy też kojącego bicia serca mamy lub taty i nie ma pełnego kontaktu z opiekunem, dlatego trudniej mu się uspokoić, kiedy się czegoś przestraszy. Maluch wystawiony na nadmiar bodźców nie jest w stanie zasnąć, zanim nie będzie naprawdę wyczerpany.

  7. Taka pozycja jest niewygodna również dla noszącego. Środek ciężkości dziecka jest przesunięty do przodu. Rodzic, aby utrzymać równowagę, odgina się do tyłu, nadwyrężając mięśnie pleców i kręgosłup.   /źródło: pediatria.mp.pl

     

Nawet jeśli dziecku byłoby wygodnie w takim nosidle, powinno służyć tylko do noszenia w domu, podczas spokojnych aktywności i przez krótką chwilę. W żadnym wypadku nie jako nosidło spacerów / transportowe, w zatłoczonych miejscach, pełnych bodźców. Pamiętam, ze moi (nieświadomi) rodzice mieli nosidło, w którym nosili przodem mojego brata. Dzięki temu mógł np. bawić się w przesuwanie (w domu) wysokiego wózka. Nie narzeka na kręgosłup, czy biodra 🙂 Ale, takie zabawy trwały maksymalnie po 10 minut, no i nie były (całe szczęście) codziennością. Na grupach sprzedażowych często widzę wymianę komentarzy pod zdjęciem „wisiadła”. Zazwyczaj pada argument  Moje w tym nosiłam i jakoś żyją! I uff, całe szczęście, że żyją. Trzeba się cieszyć, co nie znaczy, że warto zainwestować pieniądze (wcale nie małe) w rozwiązania, które nie są korzystne dla dzieci. Zwłaszcza jeśli istnieją inne, dobre, prawda?

Pozostaje mieć nadzieję, że rodzice będą szukać informacji na ten temat, świadomość będzie rosła, a producenci wycofają się z niefortunnych rozwiązań…

Podziel się tym wpisem ze znajomymi, którym informacje tu zawarte mogą się przydać.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

4 komentarze

  1. Jak zobaczyłam nową Tulę to się przeraziłam. Marka ta, dotąd znana z pięknych i jednocześnie zdrowych nosideł, wypuszcza na rynek takiego babola. Szkoda, że takie rzeczy dzieją się dla kasy. Podejrzewam ze wynika to z połączenia Tuli z Ergobaby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *