Książek dla dzieci mamy dużo i pewnie wydaliśmy na nie niezły majątek 😉  Od jakiegoś czasu zaczęłam jednak lepiej zarządzać wydatkami i o wiele wnikliwiej przyglądać się temu, co trafia do naszej biblioteczki. Przestrzeń domowa w magiczny sposób się nie rozszerza, a półki mogą pomieścić skończoną liczbę książek. 💫💫💫

Dużo częściej korzystamy z pobliskiej biblioteki. Lusia wie, jak należy obchodzić się z książkami i nie mam już obaw, że zniszczy lub uszkodzi wypożyczoną książkę.

Poza tym Luśka stała się wymagającą czytelniczką, która ma już swoje zainteresowania i ulubione tematy. Nie kupuję więc książek tylko dlatego, że są piękne lub zachwalane w recenzjach. Wiem już mniej więcej co przypadnie córce do gustu… Wolę za jakiś czas wypożyczyć je z biblioteki i kupić, jeśli naprawdę chwyci nas za <3

Aktywnie uczestniczę w grupach książkowych na Facebooku i od jakiegoś czasu, obserwuję rzeczy, które mnie mocno zaintrygowały. Czasem wręcz przecieram oczy ze zdumienia. Zauważyłam, że niektóre książki są bardzo poszukiwane. Jest mnóstwo ogłoszeń typu:

Plisss! Niech się ktoś zlituje! Kupię „Snów kolorowych placu budowy”.

Takich ogłoszeń jest naprawdę dużo i dotyczą różnych niedostępnych  książek. Niedawno na blogu nebule.pl można było zobaczyć listę najbardziej poszukiwanych tytułów. Tych książek nie ma w księgarniach, ale można znaleźć je na platformach handlowych typu Olx i Allegro. Ceny? Trzy-, cztero-, a czasem prawie dziesięciokrotnie większe niż pierwotne. Ktoś to kupuje? Oczywiście! Chętnych nie brakuje.

Ceny niektórych książek (tzw. białych kruków) wzrosły do niebanalnych kwot – dla mnie niczym z kosmosu. Zobaczcie sami! To print screen z portalu sprzedażowego. Książka „Snów kolorowych placu budowy” za 250 złotych? Taaak! 🙂

I wiecie co? Znamy tę książkę dobrze, mieszkała chwilę w naszym domu.

Był taki moment w rozwoju Łucji, że bardzo zainteresowała się sprzętami pracującymi na budowie. Jako „matka czytająca dziecku” zaczęłam od razu wertować internet w poszukiwaniu książek, które pomogą jej to zainteresowanie podtrzymać i rozwinąć. Wtedy wpadłam gdzieś na recenzję Snów kolorowych… i pomyślałam, że to jest to, czego szukam. Tyle było ochów i achów nad tą książką, że moje oczekiwania wobec niej były niczym górskie, nieosiągalne szczyty. Kupiłam. W regularnej cenie, w zwykłej księgarni, bo wtedy nie był to żaden unikat.

Niestety ta książka moich oczekiwań nie spełniła. Ilustracje są trochę nie w moim stylu, a rymowany tekst mnie nie zachwycił.

Pomijam gadające pojazdy, które nijak się wpisują w metodę Montessori, której jestem jej zwolenniczką. Często jednak przymykam oko na „niemontessoriańskie klimaty”, gdy książka jest naprawdę dobra. Ta konkretna jednak nie przypadła nam do gustu rodzinnie. Lusi w żaden sposób nie zachwyciła. To nie była książka, po którą sama sięgała i prosiła, żeby jej poczytać. Kilka razy przeczytałam ją Łucji do snu . W połowie była już znudzona fabułą i specyfiką rymowanego tekstu. Mój mąż przeczytał ją raz i powiedział, że ta książka jest dziwna i mu się nie podoba. Więcej po nią nie sięgnął (szczególnie, że Luśka o to nie prosiła).

Tak więc postanowiłam naszą „Snów kolorowych…” sprzedać… Za grube miliony oczywiście! 😀 Wprawdzie zawahałam się chwilę (bo może faktycznie jest taka wyjątkowa!?), ale na jednej z grup była akurat okazja do sprzedaży, z której skorzystałam. Wrzuciłam zdjęcie okładki i dość wygórowaną cenę (jednak sporo poniżej 100 złotych).  Nie czekałam nawet dwóch minut, a już skontaktowała się ze mną osoba chętna na kupienie. Tym sposobem nasza „Snów kolorowych…” trafiła w ręce kolejnej osoby. Mam nadzieję, że cieszy jakąś małą dziewczynkę lub chłopca.

Dla nas ta książka nie była w niczym wyjątkowa, ale być może Was zachwyci. Spójrzcie na kilka zdjęć z jej wnętrza.

 

I kolejna oferta. Jeśli poszukujecie pakietu niedostępnych książek o Gruffalo i chcecie na nie przeznaczyć 250 złotych to proszę! Oferta sprzed kilku dni – może jeszcze dostępne.

Jakimś zrządzeniem losu my akurat mamy swoje. 🙂 Kupiłam wiele lat temu, gdy pracowałam jako nauczycielka w przedszkolu i przyznaję, że teraz bardzo się cieszę. Przekład tekstu Gruffalo z angielskiego w wydaniu pana Michała Rusinka jest zgrabny, przyjemny dla ucha, a Luśce przypadły do gustu obie książki.

Na ile pozycje z listy białych kruków są rzeczywiście warte poszukiwań i wydawania kwot, za które można kupić kilka nowych lub kilkanaście używanych książek? Na ile to kwestia wzajemnego nakręcania się?

Powiem szczerze, że przez chwilę też się dałam ponieść szaleństwu – chciałam zainwestować i kupić „unikat”, którego wiele osób gorączkowo szukało przed świętami. Napisałam jednak do wydawnictwa i… okazało się, że jeśli poczekam, za rok kupię książkę w zupełnie ludzkiej cenie, bo szykuje się wznowienie. Książka Snów kolorowych… też ma być ponownie dostępna  w księgarniach. Te sytuacje utwierdziły mnie w przekonaniu, że pogoń za białymi krukami to nie moja bajka. Choć rozumiem, że niektóre książki mogą rzeczywiście warte wytrwałego poszukiwania (i być może tych niebagatelnych kwot), ja chyba wolę wypożyczać je na spokojnie z biblioteki, albo cierpliwie czekać na wznowienia 🙂

A Wy macie w swoich zbiorach białe kruki? Poszukujecie unikatów? 🙂

Martyna

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
error0

10 komentarzy

  1. Gruffalo często bywa w TKMaxx :). Ciężko rzec czy to moda, trend czy owczy pęd rodziców czy też prawdziwe pragnienie dziecka. My pamietam mieliśmy książkę o rakietach kosmicznych z takiej popularnej serii „świat w obrazkach”. Była to swego czasu ukochana książka Tomka, była z nami w szpitalu i niestety razu pewnego zaliczyła podczas rota solidnego tomkowego pawia. Mimo czyszczenia średnio się nadawała i pofałdowane strony i nieprzyjemny zapach sprawił ze kupiłam nową. Czy skłonna bym była dać miliony – nie wiem. Być może gdyby była obsesją mojego kilulatka tak :).

    Pola
    1. Tak… Gruffalo można dostać w TK MAXX, ale po angielsku. To zasadnicza różnica, bo tym poszukiwanym Gruffalo jest wersja z przekładem Rusinka. To samo z innymi niedostępnymi tytułami jak „Kochane zoo” czy seria „Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham…”. Po angielsku można kupić, a po polsku niekoniecznie rozsądnej cenie. 😉 Co do historii z „zabrudzoną” książką. Dobrze, że była w regularnej cenie! Nie mieliście dużo wątpliwości, by kupić kolejną. 😉

  2. Hahaha 😉 zauważyłam to samo….i pewnie na tej samej grupie co Ty 😂
    Ceny „białych kruków” mnie przerażają tym bardziej że nie mieszkam w Polsce i nie mogę przed zakupem dokładnie sprawdzić czy ta książka jest dla nas. Sugerowanie się opiniami na blogach….no cóż…już kilka razy się zawiodłam i teraz zanim kupię….oglądam wszystkie możliwe zdjęcia z danej książeczki.
    Polowanie na unikaty ….owszem szukam tych które wiem że coś wniosą…i tak „Mikołaja z dzwoneczkiem” (jak mówi mój syn :p ) „upolowałam” w malutkiej księgarni za niecałe 18zł 😁😁 Tak samo ostatnio „Recykling i odpadki” 17zl już z wysyłką 😍
    Ceny kosmos to nie dla mnie….mam nadzieję że wszystko czego szukam znajdę w rozsądnej cenie…. 😉
    Pozdrawiam z NL

    Dawida Mama
  3. Pamietam ze swojego dziecinstwa ksiazke „Noc pluszowych zabawek”wielki forma,chyba A3albo wiekszy,malo tekstu i duzo szczegolow,kladlysmy sie z siostrami na dywanie i szukalysmy na czas wybranych postaci😊a druga to ‚Krecik Becik” i zwierzaku ktory szuka swojego lozeczka „idac”przez kolejne strony(dolaczona byla kartonikowa postac ktora wsuwalo sie przez szpary w kartkach)

    sylwia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *