Czas świąteczny, Msza  dla dzieci. Ja stoję na samym początku, zaraz przy stajence, tata Helenki „obstawia” drzwi wejściowe. Pierwsze dziesięć minut Hela wykorzystuje na wygłaskanie i nakarmienie siankiem wszystkich  stajenkowych zwierzaków. Ma ochotę zaopiekować się też Jezuskiem, ale udaje mi się ją przekonać, że to nie najlepszy pomysł. Kolejne minuty upływają Małej na robieniu okrążeń wokół rzędów ławek. Na szczęście to tylko bieganie, bez głośnego śmiechu i okrzyków.

Z jednego ze środkowych rzędów ławek wychodzi starsza pani. Najpierw z karcącym wyrazem twarzy mówi coś Heli, a potem zaczyna wpychać naszą córkę  do swojej ławki.

Rafał szybko podchodzi do kobiety i bierze na ręce Helenkę i odchodzi. Od staruszki słyszy jeszcze  komentarz o rozpuszczonym dziecku, ale nie zwraca na niego uwagi – skupia się na Heli, która jest bardzo przestraszona tym, co się wydarzyło. Kiedy słyszę jej płacz, od razu wiem, że to ten, który oznacza, że stało się coś poważnego. Kiedy widzę ją taką roztrzęsioną, mam ochotę natychmiast ją wziąć w ramiona i mocno przytulić. Jeszcze jakiś czas temu na pewno automatycznie wyciągnęłabym ręce i  przejęła Małą z rąk jej taty. Teraz ledwo, ale się powstrzymuje. Po jakimś czasie mężowi udaje się uspokoić Helę. Wraca uśmiech.

Bardzo chciałam w tamtym momencie być blisko, bardzo chciałam pokazać jej swoje wsparcie, przytulić, otrzeć łzy. Jednak nie wzięłam Heli na ręce, choć w pierwszej chwili właśnie od tego chciałam zacząć.

Co mnie powstrzymało?

Niedawno odkryłam, że jest mała  rzecz, którą mogę zmienić, by wspierać relację między Helenką i jej tatą. Do budowania więzi niezbędna jest praktyka – bycie razem, również w tych trudnych momentach. Jeśli za każdym razem to ja będę najbliżej Heli, gdy będzie potrzebowała pocieszenia, zagarnę dla siebie pewną przestrzeń i tym samym nie pozwolę partnerowi, ojcu dziecka  doświadczyć wielu ważnych sytuacji i emocji. Co mogę zrobić, by wspierać relację tato – dziecko? Pozwolić mu działać, również w tych momentach, gdy wydaje mi się, że „u mamy najlepiej”, że nikt mnie nie zastąpi i „że tylko matka tak potrafi”.

[…]  jest coś takiego jak matczyny szowinizm – zjawisko podobne do męskiego szowinizmu. Bierze się on z głębokiego przekonania kobiety, że jako matka najlepiej wie, czego potrzebuje dziecko.

– to fragment książki Być mężem i ojcem  autorstwa J. Juula. Dzięki niej odkryłam, że choć narzekam na to, że chciałabym przerzucić trochę więcej rodzicielskiej odpowiedzialności na męża, to gdzieś tam w środku jestem matczyną szowinistką. Ten szowinizm nie jest przypadkowy –

Fenomen dzieci, które darzą większym zaufaniem matkę niż ojca, w większości wypadków ma swoje początki już w okresie po narodzinach dziecka. Mają wtedy miejsce, na przykład takie scenki: ojciec siedzi z dzieckiem na kolanach i nagle ono zaczyna głośno płakać- ponieważ jest głodne, boli je brzuch lub z jakiegoś innego powodu; podchodzi wtedy matka i natychmiast bierze dziecko na ręce, nie pytając nawet ojca o zdanie.

Niestety, większość mężczyzn czuje się w takich sytuacjach do tego stopnia niepewnie, że często sami z siebie przekazują dziecko matce.  Ale gdy w pierwszych miesiącach życia będzie ono wciąż na nowo doświadczać takich sytuacji, jasne jest, że w razie potrzeby – gdy coś je zaboli albo poczuje frustrację – zwróci się zawsze do matki. 

– Jasper Juul Być mężem i ojcem

Helena była bardzo wymagającym dzieckiem. Chwile spokoju i zadowolenia przez pierwsze pół roku naszego wspólnego życia? Tylko podczas karmienia piersią.  Siłą rzeczy to ja stałam się „najlepszym pocieszycielem”. Pomimo, że Hela ma już ponad dwa lata, w mojej głowie ta rola wciąż pozostawała moja. A ja przy każdym większym i całkiem małym nieszczęściu automatycznie zabierałam Helę z rąk jej taty –  w końcu nikt tak nie zrozumie dziecka jak

No właśnie!

I na szczęście trafiłam na książkę Juula, która uświadomiła mi, że to nie jest właściwa droga. Mogę zrobić jedną prostą (przynajmniej w teorii 😉 ) rzecz, by wspierać relację dziecko – tato. Ugryźć się w język, powstrzymać od natychmiastowego działania. Dać im czas i przestrzeń. Amen.

Magda

zdjęcia: freepik.com

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *