Czas płynie bardzo szybko.

To takie banalne zdanie, a jednak jest w nim wiele prawdy. Niedawno minęło 2 i pół roku naszej przygody z karmieniem piersią.

Po takim czasie mogę spokojnie użyć określenia „przygoda”. 🙂 Mam to szczęście, że od pierwszych wspólnych dni karmienie piersią przyszło mi dość łatwo. Znam sporo historii kobiet, które chcąc karmić naturalnie swojego maluszka, musiały przejść wyboistą drogę. albo zrezygnowały, bo było to zbyt duże wyzwanie. Dla mnie z kolei nie był to jakiś nadzwyczajny wyczyn. Nie miałam zastojów, kryzysów, chęci poddania się.

W zasadzie nie wiem dlaczego napisałam o tym tak, jakbym już skończyła karmić. Może dlatego, że od dłuższego czasu są to pojedyncze karmienia? Lusia zazwyczaj prosi o mleko raz dziennie – tuż po przebudzeniu. Zdarzają się również dni zupełnie bez „mleczka mamy”. Zyskałam w tej kwestii dużo spokoju wewnętrznego odkąd Lusia przesypia noce bez przerw na karmienie.

Wiem jednak, że są mamy i tatusiowie, którzy muszą naprawdę „nagimnastykować” się, by wyeliminować nocne pobudki na mleko. Dla nich i wszystkich tych rodziców, którzy zastanawiają się jak łagodnie zakończyć karmienie mam bardzo dobrą wiadomość.

Od niedawna polscy rodzice mogą skorzystać z wyjątkowo pomocnej literatury.   Wraz z końcem roku 2018 została wydana książka Żegnamy mleko mamyNapisała ją Joanna Świercz – mama małego chłopca, który, jak się pewnie domyślacie, był małym wielbicielem mleczka mamy. 🙂

Bezskutecznie poszukując książki o odstawieniu od piersi, Joanna wpadła na pomysł, że sama ją napisze. Co prawda jest Kołysanka o piersiach mamy, ale opowiada ona o karmieniu z trochę innej strony. Tymczasem Żegnamy mleko mamy to historia o stopniowym odstawianiu od piersi, której bohaterem jest małe dziecko i jego rodzice.

Joanna opowiada o powstaniu książki i pokazuje jej wnętrze tutaj.

💗💗💗

O czym jest książka?

To historia małego chłopca – Kubusia. Poznajemy go jako małego dzidziusia, karmionego wyłącznie mlekiem mamy. Chłopiec rośnie, zyskuje nowe umiejętności. Zaczyna jeść stałe pokarmy i już nie potrzebuje mleka tak często, jak na początku. Mama też chciałaby ograniczyć częstotliwość karmienia. Pewnego dnia mówi synkowi, że od tej pory nie będzie pił mleka w nocy…

Doskonale pamiętam ten trudny moment w naszej historii! Lusia zareagowała dokładnie tak, jak bohater książki – przeraźliwym płaczem. Jak to nie ma mleczka!? W przeciwieństwie do książkowej mamy ja nie zastosowałam buziaków-usypiaków. To świetny pomysł, z którego z pewnością skorzystałabym, gdybym miała kiedyś podjąć podobną próbę.

Oprócz buziaków w książce jest dużo miłości, przytulania i kołysania. Jest też kotek, który co prawda nie jest bohaterem książki, ale pojawia się na każdej ilustracji obok wierszyków. Te krótkie rymowanki są bardzo wartościowe i z pewnością można je wykorzystać w trudnych chwilach. Podpowiadają, co można zaoferować dziecku zamiast mleka.

Kiedy zasnąć szybko chcesz,

ulubioną książkę weź.

 

Książkowy bohater rośnie i potrzebuje coraz mniej mleka mamy. Zdarzają się dni, kiedy w ogóle nie prosi o mleko, a z czasem te dni przeradzają się w tygodnie i miesiące. Jednym słowem sukces! 🙂

💗💗💗

Książka w piękny sposób pokazuje relację między rodzicami i ich dzieckiem, która z czasem ewoluuje, zmienia się, dojrzewa.

Tytuł może sugerować, że jest to książka dla dzieci i rodziców, którzy chcą skończyć karmienie. Owszem, książka będzie bardzo pomocna w tym procesie, jednak sądzę, że spodoba się również małym czytelnikom (2-3-latkom), których ta kwestia nie dotyczy.

Żegnamy mleko mamy to przede wszystkim książka o bliskości, miłości i więzi pomiędzy rodzicami i dziećmi.

Z pewnością spodoba się wszystkim, którzy wychowują dzieci w duchu pedagogiki Montessori. Treść nawiązuje do codzienności, do relacji w rodzinie, nie ma mówiących zwierzątek ani personifikacji przedmiotów nieożywionych.

Pięknie ukazana jest rola taty.

Na większości ilustracji  i w tekście oprócz mamy pojawia się tata – od razu zwraca to uwagę czytelnika. Tata przedstawiony jest jako osoba równie ważna dla dziecka, co mama. To oczywiste, że pewne czynności (czyt. karmienie piersią) może wykonać tylko mama, a maluszek lubi się przytulać do jej piersi, by uspokoić się lub zasnąć. Jednak tata jest cały czas obecny, jest blisko. Gdy przychodzą trudne chwile i moment, w którym mały Kubuś ma przestać jeść mleko w nocy to tata wstaje do niego, tata tuli i kołysze. Jakie to ważne! <3

Nie byłabym szczera, gdybym nie napisała, że jest jedna rzecz, która mi się w książce nie podoba. To  nazwanie piersi „cycusiem”. Mały Kubuś, gdy prosi o mleko mamy mówi „Mama, cycy!!!”. Ja od początku unikałam tego stwierdzenia. Wolałam  mówić po prostu mleko lub mleczko mamy. Tym samym Łucja prosi właśnie o mleczko, a nie o cycusia. Wie też, że mama i inne kobiety mają piersi i doskonale potrafi używać tego stwierdzenia.

Rozumiem jednak, że część rodziców tak właśnie zwraca się do dzieci i nie jest to dla niech obraźliwe określenie, a wręcz oczywiste i naturalne. Dla mnie karmienie piersią jest piękne i intymne, natomiast słowo „cycuś” już nie. Nie używamy rodzinnie tego określenia, które według nas nie współgra z czynnością karmienia.

Zanim pokazałam książkę Łucji przeczytałam ją sama i uznałam, że po prostu zamienię wyraz „cycuś” na „mleczko” lub „pierś”. Nie jest to takie łatwe w przypadku rymowanego wierszyka, ale też nie jest dużym problemem. 🙂

Po przeczytaniu książki w samotności zadałam też sobie pytanie: „Może lepiej byłoby, gdyby bohaterką była dziewczynka?”. Wspólne czytanie szybko rozwiało moje wątpliwości. Łucja z chęcią sięga po Żegnamy… i nie sądzę, że ma to dla niej znaczenie, czy bohaterem książki jest chłopiec czy dziewczynka. Autorka jednak nie wyklucza, że za kilka miesięcy pojawi się wersja z dziewczynką.

Reakcja Lusi

Kiedy usiadłyśmy pierwszy raz, by przeczytać Żegnamy mleko mamy byłam bardzo ciekawa reakcji córki.

Wprawdzie w książkach, które czytamy pojawia się motyw karmienia piersią, ale zwykle karmione są małe dzidziusie. Tutaj mały bohater rośnie, a mleko mamy wciąż jest obecne w jego życiu. Na zakończenie czytania usłyszałam od Lusi:

Ja też nie potrzebuję już mleczka!

Wywiązała się między nami rozmowa, w której usłyszałam od Łucji, że jest już dużą dziewczynką i odtąd nie będzie piła mleka mamy. Cóż… Nie piła. Aż do następnego razu. 😉 Nie miałam jednak nierealnych oczekiwań. Byłam książki ciekawa, ale na pewno nie liczyłam, że po jednym przeczytaniu Lusia nagle (w cudowny sposób!) zrezygnuje z mleka. W końcu mleko mamy towarzyszy jej od zawsze, a odstawienie to proces, a nie jednorazowe zdarzenie. Dla mnie zaś karmienie córki piersią nie jest ani uciążliwe, ani wyjątkowo trudne. Podchodzę do tej kwestii z dużym spokojem i elastycznością i „dajemy sobie jeszcze czas”, a po Żegnamy mleko mamy z pewnością sięgniemy jeszcze wiele razy.

Żegnamy mleko mamy

Wydawnictwo: KAJIYA, Kraków 2018

Autorka: Joanna Świercz

Ilustracje: Kamila Stankiewicz

Kategoria wiekowa: 2+ (choć z pewnością można próbować wcześniej)

Koniecznie zajrzyjcie na profil Żegnamy mleko mamy na Facebooku.

Martyna

💗💗💗

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
error0

7 komentarzy

  1. U nas też jest mleko. Moi rodzice pytają czy mój syn dalej „ciągnie cyca” – ma prawie 22 msce. Odpowiadam, że pije mleko lub z piersi, a o innych wnukach nie mówią, że „ciągną butelkę” przecież.

    Ania
    1. No właśnie! Ja (Martyna pisze) usłyszałam od swoich rodziców to samo, gdy Łucja była malutka. Przyznam, że trochę czasu mi zajęło, aby ich (a szczególnie mamę) oduczyć tego stwierdzenia. Mam wrażenie, że jakoś dziwacznie „wrosło” w słownik i nikt nie zastanawia się, co tak naprawdę mówi, gdy wypowiada „cycuś”. Pomogło, jak córka sama zaczęła wołać, że chce mleczka. Przekręcała śmiesznie to słowo i wychodziło jej coś na kształt „meśta!”. Wtedy było sporo śmiechu i przestali używać określeń typu „cycuś, na cycu”. Tymczasem można jeszcze gorzej powiedzieć. Moja babcia (czyli Lusi prababcia), gdy zobaczyła, że córka pije moje mleko w wieku około 18 miesięcy zapytała: „Jeszcze doi cyca?!”. Co ciekawe, sama też długo karmiła dzieci piersią.

      Sasanki
    1. Chyba rozwód jest bardziej bolesny, niż książka. Może warto stanąć na uszach i poszukać mediatora, terapii, poruszyć niebo i ziemię i zawalczyć o tatusia. Życzę z całego serca żeby się udało…

      Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *