Cieszę się, że jeszcze długo  przed narodzinami Heli miałam okazję podpatrywać inne matki – słuchać, obserwować zachowania. Uczyć się bycia mamą. Moje siostry, kuzynki, przyjaciółki, koleżanki nauczyły mnie naprawdę wiele. Pamiętam, jak kiedyś moja siostra cioteczna powiedziała mi o swoim trzecim dziecku: Wiesz, przy nim już nie reaguję zlością, że kolejny raz budzi się w nocy. Teraz pojawia się myśl „jej ten malutki człowiek mnie woła, bo bardzo mnie potrzebuje.” Pamiętam, że wtedy sobie obiecałam, że nie będę czekać na trzecie dziecko i już pierwsze, niezależnie ilu pobudek i ilu przytuleń będzie potrzebowało, zawsze będę brać w ramiona z czułością. Helka wystawiła moje silne postanowienie na mocną próbę 😉 ale udało się, cierpliwie karmiłam ją i trzymałam na rękach całe dnie i całe nocki. Bez złości, próbując zawsze zrozumieć jej potrzeby. I nie żałuję, bo wiem, że to było ważne dla nas obu.

To złota rada mojej siostry, a najlepsza radą jaką przeczytałam na blogu? To słowa Andrei.

Ale po kolei.

Ostatnio trafiłam  na tekst napisany przez Liz Tenety. You need a break… before you break, mama. Czyli tłumacząc na nasze to takie mniej więcej – Mamo potrzebujesz wytchnienia, bo inaczej możesz się załamać (pęknąć, rozbić się).

Liz pisze,że doznała ulgi, kiedy przeczytała wyniki badań mówiące o tym, że matki pracują średnio 98 godzin tygodniowo. Ulżyło jej, ponieważ zrozumiała, że to co robi, to nie „tylko” jakieś tam zajmowanie się dziećmi i ogarnianie domu. Dotarło do niej, dlaczego czuje się tak bardzo zmęczona –  praca, którą wykonuje to prawie dwa i pół etatu – od rana do późnego wieczora, nierzadko w nocy, siedem dni w tygodniu. W dodatku bez urlopu i chorobowego. 

I tu  wkracza przyjaciółka Andrea. I to ona wypowiada cenne, nie tylko dla Liz, ale również dla mnie słowa –

Nikt nie zmusi cię do wakacji […]  Nikt inny nie zarezerwuje ci ucieczki – ani nie zmusi cię do pójścia na siłownię – ani nie powie ci, żebyś przestała pracować późno w nocy. Tylko ty możesz kształtować swoje życie tak, jak chcesz żyć.

Jeśli potrzebuję przerwy, oddechu, zmiany, to muszę sama po nią sięgnąć.  Jest to sytuacja podobna do tej, którą miałam jakiś czas temu z balkonem – chciałam żeby był trochę przyjemniejszy. Trzeba go było trochę posprzątać, kupić nowe kwiaty, zmienić doniczki.  Mijały dni a na balkonie nic się nie zmieniało. Wiedziałam, że to co jest mi nie odpowiada, ale trwałam w „chciałabym inaczej”.  Aż nagle mnie olśniło – przecież nie muszę czekać! Jest kilka rzeczy, które mogę zrobić od razu. Jest kilka, które zrobię przy okazji i kilka o które poproszę innych.

Ruszyłam. I się zmieniło. Choć nasz balkon nie wygrałby pewnie nawet osiedlowego konkursu piękności, to jest przyjemny i bardzo mnie cieszy.

Czasami wystarczy przyjrzeć się własnej potrzebie i pomyśleć, co mogę z nią zrobić. Bo nie każdemu potrzebny jest (albo nie kazdy może sobie pozwolić)  długi  wyjazd, czy luksusowe spa. Czasem wystarczy coś małego. Może  krótki samotny spacer, wyjście do kina z przyjaciółmi, czy siłownia raz w tygodniu…   Rada Andrei trafiła do mnie właśnie wtedy, kiedy strasznie dokuczał mi ból kręgosłupa. I tkwiłabym  w tym bólu, bez nadziei, ze mogę coś zmienic… Przeczytałam te słowa i pomyślałam „Hej, przecież mogłabym właściwie zapisać się na zajęcia sportowe. Da się to zorganizować!”

Nie lubię hasła „szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko” – jest w nim pewna pułapka. To, co dla kogoś może być szczęściem, dla innych może oznaczać długą rozłąkę i samotność. Znam przypadki, gdy rodzice podażąjąc za swoim szczęściem, zapomnieli o swoich dzieciach. Nie napiszę zatem, że priorytetem jest własne szczęście – uważam, ze celem jest szczeście rodziny jako całości, zespołu. Ten stan nie będzie jednak możliwy, gdy ja jako mama czuć będę przytłaczające zmęczenie i wieczne wyrzuty sumienia, że czegoś nie zdażyłam, nie dopilnowałam, mogłabym lepiej. Na swoją listę priorytetów wpisuję chwilę wytchnienia, nawet kosztem innych, bardzo ważnych spraw. Wiem, że moja rodzina potrzebuje mojego uśmiechu bardziej, niż czystej podłogi, wyszukanego obiadu i  wyprasowanej pościeli…

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *