Książka i cebula – z pozoru nie mają wiele wspólnego, prawda? A jednak udało mi się znaleźć kilka wspólnych cech.

Na przykład obie potrafią wyciskać łzy. Ta pierwsza przez reakcję obronną organizmu, druga za sprawą literek ułożonych w czarne rządki, ewentualnie dołączonych ilustracji. Obie mogą pozytywnie wpływać na zdrowie. Taki na przykład syrop z cebuli… Ktoś próbował? Książka zaś potrafi wyleczyć smutki, poprawić humor albo… podnieść ciśnienie krwi.

 

🧅🧅🧅

Mrówkojad i Orzesznica – literacki duet skrajnie różnych bohaterów skradł moje serce. Wszystko za sprawą książki, która niedawno trafiła na naszą półkę – Sam w domu, wyd. Zakamarki.

On – trochę przyduży, niezgrabny i ciut nieokrzesany, ale przy tym bardzo poczciwy. Ona – jego przeciwieństwo – filigranowa, sprytna, zaradna. Mieszkają po sąsiedzku, ale zwykle przebywają w jej małym domku. Powód jest prozaiczny – zdaniem Mrówkojada jest tam u wiele przyjemniej. Nic dziwnego, bo u Orzesznicy zawsze jest wysprzątane na błysk i pachnie świeżymi wypiekami. 🙂

Barwny świat, jaki stworzyły autorka i ilustratorka bawi małego (i większego) czytelnika. Ilustracje są urzekające i zabawne. Miniaturowy serwis do herbaty, rzodkiewki na grządce przez domkiem Orzesznicy, malutkie krzesła, na których próbuje usadowić się nieforemny Mrówkojad. Wszystko to tworzy przyjemną scenerię dla historii, która ma się wydarzyć.

Pewnego dnia Orzesznica wybiera się na całodniowy kurs kulinarny razem z innym znajomym – Kretem Stellanem. Zostawia swojego przyjaciela Mrówkojada samego pod dachem własnego mieszkania. Ten początkowo odczuwa niewyobrażalną stratę i nie umie poradzić sobie ze smutkiem i tęsknotą. Co właściwie on – Mrówkojad – ma robić cały dzień SAM!?

Tu właśnie pojawia się nasza drugoplanowa bohaterka – cebula.

Mrówkojad postanawia bowiem cały dzień płakać i użalać się nad sobą – głównie po to, by ukarać swą „okrutną” przyjaciółkę, która zostawiła go samego. Tylko łzy jakoś nie chcą napłynąć do jego mrówkojadzich oczu. Nasz długonosy bohater wpada na (jego zdaniem) doskonały pomysł, a z ekscytacji nad własnym geniuszem aż wypuszcza z łap Karola Gustawa – ukochaną przytulankę. Cebula! Zaczyna kroić cebulę, a jednocześnie myśli o bardzo smutnych rzeczach i faktycznie łzy zaczynają płynąć. Więcej! Leją się strumieniami po włochatych policzkach Mrówkojada.

Co jednak zrobi, gdy cebula się skończy?

Ku jego zaskoczeniu wraz z ostatnimi ruchami noża znika też jego… rozpacz. Teraz musi wymyślić, co zrobić z posiekaną cebulą, której jest naprawdę dużo. Wpada na kolejny pomysł – przygotowuje zupę cebulową. Robi przy tym nieprawdopodobny bałagan i…

Co powie Orzesznica po powrocie?

Czy zupa cebulowa połączy czy podzieli naszych bohaterów?

🧅🧅🧅

Sam w domu to historia, jakich mało.

Pięknie zilustrowana, dowcipna i pouczająca. Oszczędna w słowach, ale porusza ważne tematy – bardzo bliskie emocjom małego dziecka. Jest to bowiem historia o przyjaźni, tęsknocie i o tym, jak poradzić sobie w niekomfortowej sytuacji. Osobiście jestem oczarowana duetem Mrówkojada i Orzesznicy i już wiem, że musimy zdobyć kolejne tytuły z serii. <3

Jednocześnie historia dwójki przyjaciół jest mocno odrealniona.

Mrówkojad i Orzesznica przyjaźnią się, mieszkają w tradycyjnych domach i popijają herbatkę rozmawiając o życiu. Siłą rzeczy nie jest to jedna z książek #Montessorifriendly. Czy jednak warto zrezygnować z książki tylko dlatego, że jej bohaterami są personifikowane zwierzęta? Moim zdaniem nie i czytam ją swojej 3 i pół-letniej córce, która z podobnym mi entuzjazmem podchodzi do tej książki.

Co znaczy #Montessorifriendly w kontekście książek?

Według Marii Montessori do 6 roku życia dziecko nie rozróżnia jeszcze tego, co realistyczne od fikcji. Oczywistym zatem wydaje się sięganie po książki realistyczne. Tymczasem rynek wydawniczy przepełniony jest pięknymi, wartościowymi książkami, które nie spełniają kryterium realizmu. Co zatem zrobić? Długo nad tym myślałam i szukałam odpowiedzi. Postanowiłam zachować balans, a przede wszystkim zdrowy rozsądek. Doszłam do przekonania, że w doborze literatury dziecięcej warto znać pewne fakty, ale przede wszystkim należy kierować się obserwacją własnego dziecka. Staram się, by to co czytam Łucji było przeze mnie sprawdzone tj. zanim pokażę coś córce, sama staram się to przeczytać (lub, jeśli nie jest to możliwe, przynajmniej przeczytać recenzję z zaufanego źródła). Wyznaję też zasadę, że to, co realistyczne wyprzedza to, co nierealne. To znaczy, że najpierw pokazuję córce wizerunki ludzi, zwierząt czy przedmiotów, które istnieją w prawdziwym świecie, a dopiero potem sięgamy po książki odrealnione – np. te z personifikowanymi zwierzętami. Bardzo istotne jest dla mnie kryterium estetyki. Obcowanie z książką ma być doznaniem estetycznym – także Maria Montessori o tym mówiła.

^^^

Jakiś czas temu na moim profilu na Instagramie zadałam pytanie o książki #Montessorifriendly. Pytałam, o to co znaczy samo to określenie i czym kierują się moi obserwatorzy wybierając książki dla dzieci (mówimy o wieku 0-6 lat).

Z komentarzy, jakie pojawiły się pod postem jasno wynika, że komentujący nie kupują/wypożyczają pierwszych-lepszych książek, które im się spodobają. <3 Ich wybory są bardzo świadome. Część osób wspomniała o tym, że zwraca uwagę, by książka była realistyczna – szczególnie na początku przygody z czytaniem. Dość istotne okazało się to, by dziecko najpierw zobaczyło to, co prawdziwe (np. zwierzę) – czy to w książce czy na żywo – zanim zobaczy jego antropomorficzną wizję. Realizm w literaturze nie jest jednak obowiązkowym kryterium według moich obserwatorów. Jeśli książka ma inną wartość (estetyka/tekst/ilustracje/artyzm/humor) niekoniecznie musi być realistyczna. Komentujący kierują się aktualnymi potrzebami dziecka, jego możliwościami. Dostosowują książki do wieku, a przede wszystkim obserwują własne dzieci, by wybrać to, co akurat je interesuje lub jest mu potrzebne. Podsumowując jednym zdaniem: Podążają za dzieckiem.

I to jest takie piękne i budujące, że w zasadzie mogłabym już nic nie dodawać. <3

To, co przeczytałam utwierdziło mnie w przekonaniu, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek i podążanie za własnym dzieckiem. Mam też poczucie, że rodzice, których spotykam na swojej drodze są bardzo świadomi i z wielkim wyczuciem podchodzą do kwestii literatury dziecięcej, jak i wielu innych spraw związanych z rozwojem dzieci.

 

A jakie jest Twoje zdanie?

Chętnie dowiem się, co sądzisz o Mrówkojadzie, Orzesznicy oraz książkach #Montessorifriendly.

Martyna

🧅🧅🧅

 

Sam w domu

Autor: Lotta Olsson

Objętość: 36 stron

Oprawa: twarda

Wiek: 3+

Wydawnictwo: Zakamarki

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
error0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *