Po przewrotnym tytule czas wyjaśnić o co chodzi. Nie! Nie o to, byście wpadli teraz z impetem do pokoju dziecka i zgarnęli do worka na śmieci wszystkie zabawki, które posiada. (Choć mnie czasem kusi, żeby tak zrobić i w końcu mieć porządek w mieszkaniu… 😉

Od dziś jest jednak powód, by pozbyć się części zabawek lub (wersja łagodniejsza) schować część z nich w miejscu niedostępnym dla dziecka.

Dlaczego?

Otóż w przypadku zabawek mniej znaczy więcej.

Przeprowadzono badania na maluchach poniżej 3 roku życia, z których wynika jasno: te maluchy, które miały zaledwie kilka zabawek były bardziej kreatywne i skoncentrowane niż ich rówieśnicy, którzy zabawek mieli mieli dużo więcej. Jeśli zainteresował Was temat to badania te opublikowano w czasopiśmie „Infant Behavior and Development”.

Zwykle podchodzę sceptycznie do stwierdzeń typu Amerykańscy naukowcy… Czasem ma się wrażenie, że ci amerykańscy naukowcy są w stanie dowieść niemożliwego. 😉 Jednak wyniki tego konkretnego badania mnie zaciekawiły i potwierdziły to, co zaobserwowałam podczas zabawy Łucji.

Luśka ma duży kosz zabawek, w którym znajdują się przedmioty przeróżnych kategorii. Znajdzie tam piłkę, gumowego pieska, sprężynkę i… zakrętkę od słoika. Podsumowując – mydło i powidło. Cóż… Po prostu wygodnie jest sprzątać zabawki wrzucając je do jednego kosza niż rozkładać je do wielu koszyczków dzieląc na kategorie. Obserwowałam ją przez kilka tygodni próbując ustalić, po jakie zabawki sięga najchętniej. Okazało się, że głównie te, które leżą na wierzchu kosza lub te, które jej zaproponuję zachęcając ją w interesujący sposób. Co ciekawe, nawet nie próbuje  przewrócić pojemnika tak, by wypadły zabawki. Po prostu nie korzystała w pełni z jego zasobów. Pewnego dnia wysypałam zawartość na podłogę i obserwowałam reakcję Lusi. Wyglądało na to, że ucieszyła się z kilku przedmiotów tak, jakby widziała je po raz pierwszy. Po chwili jednak nie była zainteresowana stertą różności leżących na dywanie…

To samo dotyczy książek. Mamy sporą biblioteczkę i Lusia ma ulubione tytuły. Kiedy jednak książek jest zbyt dużo na półce, w zasięgu jej wzroku, nie potrafi wybrać jednej, zrzuca na podłogę i nie jest zainteresowana czytaniem. Gdy jednak wyjmę trzy tytuły do wyboru, potrafi wybrać tę, którą akurat ma ochotę przejrzeć.

To w zasadzie jest oczywiste, że mając do wyboru mnóstwo zabawek czy książek, małe dziecko czuje się przytłoczone i nie do końca wie, po co ma sięgnąć. Nie potrafi jeszcze zdecydować, czym tak naprawdę chce się bawić, co czytać. Co innego, gdy ma do wyboru dwa, maksymalnie trzy przedmioty (dajmy na to piłkę, misia i wózek). Wówczas łatwiej mu zdecydować, czym chce się pobawić.

Ale co z tą kreatywnością? Czy rzeczywiście, gdy dziecko ma mniej zabawek wokół siebie jest bardziej kreatywne? Moim zdaniem wiele zależy od rodzaju zabawki. Trudno mówić o kreatywności, gdy podamy maluchowi np. świecąco-grającą, interaktywną. Takie przedmioty nazwałabym raczej „zabawiaczami” niż zabawkami. Niewiele tu miejsca na kreatywność. Są raczej gotowe rozwiązania i ograniczone pole dla wyobraźni.

Inaczej będzie, gdy podamy dziecku coś nieoczywistego (np. butelkę i patyczki). Można wtedy obserwować i zachwycić się, gdy dziecko samo znajdzie rozwiązanie, pomysł na zabawę. Czasem zwykły przedmiot codziennego użytku czy kasztan znaleziony na spacerze znaczy więcej niż kolorowy zabawiacz.

IMG_8660

No bo o co właściwie chodzi w zabawie? Jak dla mnie o to, żeby było interesująco i wesoło. A jeśli przy tym dziecko będzie rozwijało swoją kreatywność, wyobraźnię i umiejętności to chyba każdy rodzic będzie zadowolony. 🙂

Zamiast „uszczęśliwiać” moje dziecko kolejną nową zabawką stawiam na kreatywność. Wykorzystuję to, co już mam domu. Zbieram korki od butelek, słomki, przykrywki od słoików. Myślę nad tym, jak je wykorzystać, jak stworzyć z nich ciekawą pomoc dla Lusi. Lubię za to metodę Montessori – prostota i wykorzystanie tego, co już się ma. Zajrzyjcie tu i tu.

A kosz z zabawkami? Został. Przejrzałam go jeszcze raz. Wyjęłam większość rzeczy, pozostawiając tylko kilka, które aktualnie najbardziej interesują Łucję. Za jakiś czas podmienię zabawki, aby mogła się nimi cieszyć. Zobaczymy, jak sprawdzi się zasada Mniej znaczy więcej.

 

Martyna

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

0 komentarzy

  1. Ciekawy post. U nas w domu zauważyłam to samo. Pomimo, ze w koszu na zabawki jest ich mnóstwo, to nasz młody szybko traci nimi zainteresowanie, jak wszystkie leżą przed nim. Dlatego staram się jednego dnia wyciągać tylko kilka z nich a następnego jeszcze inne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *