Jest środowy wieczór na początku października. Lusia w spódniczce tutu wygina się, unosi nogi i pokazuje jak robi pani od baletu.

Patrz mamo! Patrz tato!

Kręci się i wiruje cała rozpromieniona. Oczywiście prosi o włączenie nagrania na telefonie, żeby mogła ćwiczyć razem z panią. 😉 Włączamy i cały wieczór upływa nam na radosnych podskokach i szykowaniu się do jutrzejszych zajęć. W końcu w czwartek idziemy na zajęcia baletu.

👗👗👗

Jest czwartek rano. Lusia budzi się w dobrym humorze, ale zaraz potem okazuje się, że nie chce jeść tego, co proponuje mama. Nie chce też się ubrać. A już na pewno nie ma ochoty iść na balet. Co z tego, że zaczyna robić się późno.

Nie dzisiaj mamo!

Wspólne zagniatanie ciasta na ciasteczka trochę poprawia humor, ale potem ponury nastrój powraca. Nawet próba zachęcenia włożeniem ulubionego stroju nie działa. Nie dzisiaj mamo! – zdaje się mówić całą sobą. Coś mi się zdaje, że nie będzie nam dzisiaj dane uczestniczyć w lekcji baletu. A może jednak? Spróbujmy. Udaje nam się zjeść małe śniadanie, zmienić piżamę na strój dzienny i wyjść.

Na miejscu spotykamy znajome dziewczynki, więc teoretycznie powinno być lepiej, ale NIE JEST. Nie zmieniamy nawet stroju. Siadamy sobie we dwie w kąciku sali do tańca i przyglądamy się, jak pozostałe dziewczynki tańczą do melodii z Krainy Lodu.

Chcę wyjść! Mam niedobry humor!

Co chwila dźwięczą mi w uszach prośby mojej niezadowolonej córki o opuszczenie sali. Po 10 minutach wychodzimy.

👗👗👗

Idziemy do piekarni na zakupy. Przed sklepem szczeka duży piesek, na którego można patrzeć przez szybę. Od razu robi się weselej. 🙂 A potem Lusia wybiera bułkę – najzwyklejszą białą kajzerkę. Na twarzy pojawia się promienny uśmiech.

 

Balet? Nie dzisiaj mamo! Mam ochotę zjeść bułkę i popatrzeć sobie na psa. A potem po prostu pójdźmy na spacer. Bez falbanek, dziewczynek, pani od baletu, tylko z tobą.

👗👗👗

Czy łatwo było mi podjąć decyzję o zmianie planów? Nie było. Na początku włączyło mi się myślenie typu: Przecież tak chciałaś przyjść na balet córko. Tydzień temu było tak fajnie! Ja się staram, kupiłam ci strój, opłaciłam cały miesiąc zajęć, a ty nawet nie chcesz spróbować”. Czy jednak coś bym osiągnęła, gdybym próbowała za wszelką cenę namawiać Lusię na te zajęcia? Pewnie tylko zdezorganizowałybyśmy zajęcia pozostałym dziewczynkom…

Spróbujemy za tydzień. 🙂 Sytuacja w żaden sposób nie zmuszała mnie do pozostawienia Łucji na tych zajęciach. To był po prostu mój plan na ten dzień. Plan, którego nie było nam dane zrealizować. Udało nam się za to popatrzeć na psa, zjeść bułkę, pochodzić po wysokim murku i skorzystać z przepięknej jesiennej pogody.

Trzeba koniecznie unikać hamowania spontanicznych działań i wymuszania czynów pod czyjąś presją, pod warunkiem że nie mamy do czynienia z postępkami bezcelowymi lub szkodliwym.

Maria Montessori, „Odkrycie dziecka”

Ta sytuacja nie była naszą pierwszą. Czy macie podobne doświadczenia? .

Martyna

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *