Czternastomiesięczna Helena zgarnęła z półki Nursery Rhymes i z zadowoleniem wręczając mi książkę, powiedziała (tonem nie znoszącym sprzeciwu): „TO!”.

Postanowiłam zaśpiewać wszystkie piosenki, choć wydawało mi się, że nie starczy jej cierpliwości na słuchanie. Na pierwszej stronie ukazał się Pan Jajo lub inaczej Wańka Wstańka, czyli Humpty Dumpty. Zaczęłam śpiewać, Hela słuchała jak zaczarowana. Przyszedł czas na Baa Baa Black Sheep i pozostałe piosenki. A gdy skończyłyśmy zaczęłyśmy od początku. Piosenki o jaju i czarnej owcy stały się na długo ulubionymi utworami Helenki.DSC_4701.JPG

Ucząc maluchy angielskiego nigdy nie mogłam się nadziwić (i nacieszyć) tą niezwykłą łatwością z jaką chłoną nowe słówka, wyrażenia i melodię języka. Chcę wykorzystać ten niesamowity potencjał, dlatego język angielski jest obecny u nas  codziennie. Zaczęło się już w czasie ciąży, kiedy  prowadziłam lekcje dla roześmianej gromadki przedszkolaków. Pamiętam, że dzieciaki były zachwycone, że na zajęcia chodzi też „Baby”. I choć Helen jeszcze się nie urodziła, moi mali studenci dbali, by była wpisana na listę obecności 🙂DSC_4687DSC_4700

Niektórzy rodzice mówią do swoich pociech w języku obcym. Jest to na pewno bardzo skuteczna metoda, ale zupełnie nie dla nas – żadne z nas nie chciałoby się komunikować z Helen inaczej niż w ojczystym języku. Angielski jest z nami  przede wszystkim dzięki książkom i piosenkom. Część pozycji z półeczki Helenki to właśnie książki po angielsku. Piosenek słuchamy codziennie. Trochę przy nich tańczymy, staram się wprowadzać konkretne gesty (tupanie, klaskanie itd.). Piosenki towarzyszą nam też podczas zabawy, rysowania, jedzenia śniadania i innych aktywności.

Wielokrotnie powtarzane melodie i  słowa zapadają w pamięć. Po kilku miesiącach słuchania tej samej playlisty, Hela rozpoznaje swoje ulubione utwory i niektóre z nich nazywa. Nie mogę doczekać się, kiedy będziemy mogły trochę razem pośpiewać 🙂 Na razie olbrzymią satysfakcję sprawia mi, kiedy widzę Helenkę, która podskakuje gdy słyszy „hop, hop, hop” czy klaszcze przy „clap your hands”. Dzięki piosenkom angielski  towarzyszy nam codziennie. I jest to bardzo miłe towarzystwo! 🙂

Słuchaliśmy z Helenką piosenek z komputera, wieży i telefonu. W pewnym momencie musieliśmy jednak zrezygnować z użycia tych sprzętów – Heleny chęć przejęcia kontroli nad tymi urządzeniami była zbyt duża. Pojawienie się telefonu w zasięgu wzroku, czy włączenie komputera wiązało się z tylko jednym – porzuceniem zabawy i wielką awanturą o elektroniczne sprzęty… Zaczęliśmy się rozglądać za jakimś sprytnym odtwarzaczem muzyki dla Helen. I tak w naszym domu pojawił się Królik Alilo.

DSC_4613-001

DSC_4634-001O Króliku wspominałam już tutaj -> klik <- . Nie mogę się jednak powstrzymać, by jeszcze raz nie napisać o zaletach naszego Honey Bunny G6. Ten odtwarzacz został stworzony z myślą o maluchach. Jest ładny, bezpieczny, intuicyjny w obsłudze i odporny na upadki (i gryzienie uszu). Charakteryzuje się świetną jakością dźwięku, a 4G na karcie pamięci pozwoli pomieścić całe mnóstwo piosenek.  Co ważne, nie ma cyfrowego wyświetlacza, więc dziecko nie jest rozpraszane przez dodatkowe bodźce. Małe gabaryty i świetny głośnik sprawiają, że można go zabrać praktycznie wszędzie. DSC_4666DSC_4672DSC_4673

Lista angielskich piosenek (i historyjek!!!!) fabrycznie wgranych na nasz odtwarzacz jest imponująca. W dodatku piosenki pochodzą od Kiboomers – specjalistów od tworzenia utworów dla szkrabów zaczynających swoją przygodę z nauką angielskiego. Lista utworów jest długa, myślę jednak, że  niedługo ją trochę odświeżymy i dodamy kilka nowości.  Z dostępnych w internecie polecam głównie Super Simple Songs (klik) i Kiboomers właśnie (klik). Ich  wielką zaletą są oczywiście bardzo przyjemne videoclipy. Kiedyś z nich chętnie skorzystam, póki jednak Hela jest taka mała, wolę by słuchała bez dodatkowych atrakcji 🙂

Pozdrawiam,

Magda

🐰🐰🐰

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i Sasanki na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

 

 

 

Spodobał ci się nasz wpis? Proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco !
0

6 komentarzy

  1. Świetny sposób 🙂 My też śpiewałyśmy z Laurą, teraz ona już prawie 5 latka ma swój magnetofon i potrafi sama się obsłużyć. Ma różne płyty, po angielsku też i często po nie sięga. Czytamy również krótkie historyjki po angielsku, także u nas mieszamy kilka sposobów 🙂

  2. Super sprawa, jak moi chłopcy byli mniejsi często puszczałam im piosenki w tym i po angielsku, teraz są bardziej wybredni i chcą doroślejsze bajki ale mam nadzieję, że gdy pójdą do przedszkola od września, to tam będą się uczyć.

  3. Pingback: Łatwy (i przyjemny) sposób na codzienny angielski z niemowlakiem.

  4. Pingback: Drugie urodziny. 31 pomysłów na prezent! – Sasanki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *