Po raz kolejny natrafiam na ogłoszenie w jednej z grup sprzedażowych dla mam – „Kupię zabawki edukacyjne – interaktywne, grające, świecące. Najchętniej większą ilość od jednej osoby”. Dodane 30 minut temu, a komentarzy z ofertami już kilkadziesiąt. A w nich kolorowe plastikowe i pluszowe cuda z guziczkami, światełkami, melodyjkami. Tysiąc pięćset dźwięków, edukacja w trzystu językach i liczenie do miliona…

I od razu przypomina mi się pewna historia z pociągu relacji Gdynia – Warszawa. Wracałyśmy z Helenką z wycieczki znad morza. W przedziale obok jechał Kuba – rówieśnik Helen. W pewnym momencie dzieciaki spotkały się na korytarzu i nastąpiła prezentacja zabawek i książeczek. Kuba miał tablet dla dzieci. Po naciśnięciu odpowiedniego guziczka słychać było dźwięki zwierząt. Myślałam, że zabawka zainteresuje Helenkę – w końcu dźwięki zwierząt to coś, co naprawdę lubi. Rzeczywiście wzięła tablet do ręki. Tyle, że ciekawość ulotniła się po 20 sekundach. A wiecie co było prawdziwymi hitami spotkania maluchów?

1. Piłka

2. Naderwana żółta saszetka po torebce herbaty

Te dwie rzeczy wzbudziły największą (i najdłużej trwającą) ciekawość, radość, no i oczywiście trochę konfliktów ;). Nowiutki tablet wylądował pod siedzeniem, nie miał szans z papierową żółtą saszetką…

Takie historie to kolejny dowód na to, że warto słuchać prawdziwych potrzeb naszych dzieci a nie producentów zabawek. Interaktywne cuda nie są maluchom tak bardzo potrzebne, jak chcieliby tego ci, którzy je sprzedają. Z opisów tego typu produktów dowiemy się, że zabawki stymulują różne zmysły maluszków. Prawda jest jednak taka, że zbyt głośnym, natarczywym dźwiękiem, ilością światełek, wrzaskliwymi kolorami często je przestymulowują. Poza tym, czy naprawdę zachęcą „do radosnej zabawy i wspólnego śpiewania”, „poznania nazw przedmiotów”, „zadbają o naukę języka obcego”? Myślę, że wspólnie to lepiej pośpiewać z drugim człowiekiem, do tego nie potrzebujemy grających (i często fałszujących) zabawek. Plastikowy twór nie jest dziecku potrzebny, by nauczyło się nazw przedmiotów – do tego wystarczą codzienne czynności i rozmowy z dzieckiem, możemy posiłkować się też różnego typu książeczkami. Nic nie zastąpi też czasu eksploracji najbliższej przestrzeni przez malucha. Języków obcych żadna zabawka nie nauczy (serio, jestem nauczycielem angielskiego ze specjalizacją przedszkole / szkoła i naprawdę wiem, co mówię).

Czy Helena ma interaktywne zabawki? Tak! Ma, całe dwie sztuki. Myślę, że gdyby miała jedną lub nie miała ich wcale, też by było dobrze – nie są to przedmioty, które darzy jakimś większym zainteresowaniem, rzadko po nie sięga, a nawet jak już weźmie do ręki, to na dosłownie chwilę.

Więcej nie znaczy lepiej. Znajomi podarowali ostatnio Helence jeździk – samochód. Choć Hela przepada za takimi zabawkami, tą pobawiła się tylko raz i więcej nie próbowała. Samochód stał kilka dni nieużywany. Wyjęłam z niego baterie i… Hela zaczęła się nim bawić! Wcześniej przeszkadzały jej melodyjki i bardzo głośne dźwięki, które włączały się po każdym dotknięciu kierownicy. Prosta, zwykła wersja – bez światełek i fajerwerków okazała się bardziej atrakcyjna.

Zabawki interaktywne to zło? Nie, daleko mi do takich skrajności i palenia na stosach czegokolwiek. Zabawki są różne – lepiej i gorzej przemyślane i skonstruowane. Co ważniejsze – różne są dzieci, ich potrzeby i wrażliwość na bodźce. Ja się nawet cieszę, że Helena ma w domu styczność z takimi gadżetami – nie chcę jej izolować od takich zabawek, nie chcę udawać, że takie nie istnieją. Cieszę się również, że nie mamy ich dużo – nie widzę powodów dla których powinniśmy mieć. Wątpię w wartość edukacyjną takiego typu zabawek, w moim odczuciu nie rozwijają, a przynoszą jedynie rozrywkę i to krótkotrwałą.

Co w zamian? A w zamian  trochę Montessori. Będzie wartościowo, ciekawie, estetycznie i zdecydowanie taniej! Nie będę się tu rozpisywać, bo wszystko znajdziecie w poście Martyny -> klik <-. Zainspirować możecie się też niedawnym wpisem Ronji -> klik

A jakie jest Wasze zdanie?

Magda

 

* * *

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

 

 

 

 

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

Jeden komentarz

  1. Dokładnie, dzieci często nie wiedzieć czemu znajdują sobie swoje ulubione przedmioty, które nam rodzicom wydają się bardzo dziwne i niezbyt użyteczne jako zabawka. Trzeba wtedy uważać by przypadkiem nie zgubić tego skarbu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *