Rzadko, ale jednak czasem. Wychodzę SAMA.

Zamykam drzwi i biegnę po schodach, by nie tracić cennych minut.

Wychodzę i…

nagle się okazuje, że podśpiewuję sobie „Stary niedźwiedź” i „Ta Dorotka”. Za chwilę łapię się na tym, że w mojej głowie rozbrzmiewa „Baby shark”. Walczę by nie zaśpiewać refrenu, ale samo jakoś wychodzi…

doo doo doo doo doo doo

Biegnę na przystanek, podjeżdża autobus – nie wsiadam od razu, podbiegam do drzwi dla wózków. 

Ej, przecież ja nie mam dzisiaj wózka…

doo doo doo doo doo doo

Zdejmuję dwie naklejki z płaszcza i szalika, mam nadzieję, że reszta kolekcji została z Heleną.

Z każdym napotkanym pieskiem w głowie pojawia się okrzyk „Zobacz, piesek idzie!” albo „Ooo jaki piesek!” i choć wcale nie żałuję, że mam to wyjście tylko dla siebie, a pieski to nie białe kruki, to automatycznie pojawia się myśl: „Szkoda, że Hela tego nie zobaczyła!”

Jak miło wyjść na samotny spacer – myślę, a potem przeglądam zdjęcia Helenki w telefonie.

Wchodzę do sklepu z ubraniami. Chcę się trochę rozejrzeć. Szybko ląduje na dziale dziecięcym…

doo doo doo doo doo doo

Kiedy wychodzę sama, czas mija błyskawicznie. I co prawda muszę trochę powalczyć, by pozbyć się  natrętnych refrenów z głowy i nie tracić cennych chwil na wypatrywaniu piesków, kotków i w dziale z ubraniami rozmiar 98-104… ale mimo to, w jakiś cudowny sposób moje baterie ładują się wtedy niesamowicie szybko.

Lubię wychodzić sama.

Ale jeszcze bardziej lubię wracać.

.

.

.

źródło zdjęcia: freepik

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *