Tak. Karmię piersią moją 2-letnią córkę. I dobrze mi z tym! Ale nie zawsze tak było… Chcecie wiedzieć co się zmieniło w moim spojrzeniu i moich odczuciach związanych z karmieniem? 🙂

 

🍀🍀🍀

Karmienie to czynność prymitywna?

Zanim zaszłam w ciążę bardzo dużo myślałam o macierzyństwie. Tak się jakoś złożyło, że głównie widziałam te trudne i ciemne strony, a nie bardzo dostrzegałam pozytywy. Podobnie jawiło mi się karmienie piersią. Kilka lat temu wyobrażałam sobie, że jest to dość „prymitywna i zwierzęca” czynność.  Trochę się teraz tego wstydzę, ale kilka razy powiedziałam to głośno i dosadnie, więc biorę za to odpowiedzialność. Mówiąc szczerze, to wtedy nie wyobrażałam sobie nawet, że kiedykolwiek będę karmić piersią. Przecież są butelki, mieszanki…

Potem, będąc już w ciąży, nie należałam do tych matek, które mówiły, że zależy im szczególnie na kp. Owszem, wtedy już przeczytałam sporo dobrych słów na temat wartości naturalnego karmienia, ale powtarzałam sobie, że jeśli to będzie wyjątkowo trudne, to zrezygnuję – nic na siłę i nie za wszelką cenę.

🍀🍀🍀

Życie jednak bardzo zaskakuje.

Kiedy urodziła się Łucja (przyszła na świat przez cesarskie cięcie) wszystko się zmieniło. Jednym z moich najbardziej żywych wspomnień jest moment, w którym przywieziono mnie na salę pooperacyjną. Bardzo mną telepało i trzęsło (to chyba efekt emocji i podanych lekarstw) – dosłownie jakbym jechała po bardzo wyboistej drodze. Położna podała mi maleńkie zawiniątko i nie wiem sama jak i kiedy to się stało, ale nasza córeczka po prostu zaczęła ssać. Aby pomóc małej kruszynce w tej czynności mój mąż uciskał delikatnie moją pierś, aby poleciało mleko. Byłam mocno oszołomiona, obolała i miałam niewładny cały dół ciała, a do mojej piersi „przyssało się” małe stworzenie. Dziś, kiedy o tym mówię, zawsze mnie to wzrusza i śmieszy zarazem. 🙂

Tak się zaczęła nasza historia karmienia piersią. Mam poczucie, że los podarował mi coś w zamian naturalnego porodu. „Nie mogłaś urodzić siłami natury – to chociaż naturalnie wykarmisz.”.

Jeszcze w szpitalu, okazało się, że moja laktacja tak naprawdę jeszcze się nie rozkręciła. Dwa razy użyliśmy laktatora i podaliśmy Lusi mieszankę przygotowaną w szpitalu. I to właściwie byłoby na tyle,  jeśli chodzi o trudności w karmieniu piersią. Po powrocie do domu było już tylko lepiej. Laktator przeleżał sobie w szafie wiele miesięcy nie przydając się już nigdy potem. W początkowych tygodniach karmienia moje brodawki były mocno obolałe, bo miałam w domu prawdziwego „ssaka”. 🙂 Nie było to jednak na tyle uciążliwe, abym pomyślała o zrezygnowaniu. Mam wrażenie, że hormony doskonale wykonały swoje zadanie – przekonałam się, że chcę karmić piersią.

Mijały kolejne tygodnie i miesiące, a nasze karmienie piersią przechodziło kolejne fazy. Pamiętam doskonale moment, kiedy Łucja przestała mieścić się na poduszce do karmienia. Nogi  zaczęły wystawać jej na tyle, że używanie poduszki było już bez sensu. 😉 Poduszka rogal służyła nam jednak ponad rok. Bardzo ważne było dla mnie, aby nie nazywać piersi cycusiem, albo co gorsza cycem. Od początku uczyliśmy Lusię, że pije mleko mamy. Pytaliśmy ją, czy chce mleczka. I tak zostało do dzisiaj – teraz jako 2-latka sama mówi, że chce mleczka.

Czasem rozmawiam z koleżankami o ich historiach z karmieniem. Znam takie, które karmiły tylko kilka miesięcy, bo maluchy po jakimś czasie same zrezygnowały. Na początku myślałam, że u nas też tak będzie, ale moment „samoodstawienia” nie następował. Myślałam, że może przestanę karmić piersią, kiedy Lusia będzie miała już kilka ząbków. Często słyszę od rozmówców, że karmienie dziecka z ząbkami musi boleć – to nieprawda. U nas w ogóle nie było mowy o bólu. Owszem, gdy Lusi zaczęły rosnąć ząbki stała się bardziej wrażliwa, płaczliwa i ukojeniem była wtedy pierś, ale nigdy nie pomyślałam, żeby przestać ją karmić ze względu na mój ból.

Czas już kończyć?

Momentem przełomowym w karmieniu były z pewnością 1 urodziny. Wtedy pomyślałam po raz pierwszy, że może już czas skończyć. Ale wiecie co? Nie zrobiłam tego do tej pory. I tak sobie myślę, że stało się tak z dwóch powodów: z miłości i… własnej wygody.

Kiedy stawiam na szali możliwość wypicia kieliszka wina albo wieczorne wyjście z koleżankami, a po drugiej stronie jest relacja, jaką tworzę ze swoją córką to po prostu nie mogę zrezygnować.To dla mnie piękna i intymna czynność. Poza tym to bardzo wygodne, ale o tym później.

Drugim ważnym momentem było zrezygnowanie z karmień nocnych. To chyba największy przełom. Przed 2 urodzinami Lusia dostała nowe łóżko i wtedy oboje z mężem poczuliśmy, że to już pora, aby Łucja przestała pić mleko w nocy. Nie należało do łatwych wytłumaczenie jej, że teraz już będzie w nocy piła tylko wodę. Po kilku trudnych nocach udało się. 🙂 Myślę, że między innymi z tego powodu nie czuję presji, by kończyć nasze karmienie. Po prostu nie jest to dla mnie uciążliwe.

Wciąż karmię i nie zamierzam rezygnować z kilku powodów. Nie będę skupiać się na wartościach długiego karmienia piersią od strony medycznej ani psychicznej. O tym przeczytacie u specjalistki – na blogu hafija.pl. Z moich obserwacji wynika, że jest coraz więcej mam, które chcą długo karmić i świadomie podejmują taką decyzję.

A dlaczego ja karmię? Albo raczej…

Dlaczego jeszcze nie zrezygnowałam?

🍀 W nocy się wysypiam. Lusia śpi w swoim pokoju i wstajemy do niej tylko, gdy sygnalizuje, że jest spragniona.

🍀 O poranku Lusia zawsze dostaje porcję mojego mleka. Budzi się i natychmiast o to prosi. Jest to bardzo wygodne, bo nie muszę natychmiast po przebudzeniu martwić się o śniadanie. Mam jeszcze kilka chwil na rozruch, przygotowanie sobie porannej kawy. Nie martwię się, że Łucja jest głodna.

🍀 W zasadzie nie karmię już Lusi publicznie, więc nie muszę wkładać bluzek i sukienek, które ułatwiają tę czynność. 2-latkowi naprawdę można wiele wytłumaczyć. Mamy umowę, że mleczko mamy jemy w domu (w czasie wyjazdów odstępujemy od tej zasady, ale wtedy też nie karmię publicznie). Mnie nie przeszkadza, że ktoś zobaczy, ale rozumiem, że kogoś może „zdziwić” widok 2-latki przyssanej do piersi.  😉

🍀 Moje karmienie piersią nie przeszkadza mojemu mężowi ani rodzinie. Z mężem rozmawialiśmy o tym wiele razy i zawsze mówi, że to moja (i Lusi) decyzja. Moi rodzice śmieją się, że Lusia pobiła rodzinny rekord, ale akceptują ten fakt. Nie wstydzę się karmić przy moich bliskich.

🍀Bardzo to miłe, gdy słyszę od córki, że moje mleko jej smakuje.  „Mleczko mamy jest słodziutkie i pyszne„. Tego nie usłyszy się od kilkumiesięcznego szkraba… 😉 Moja pierś nie jest już jednak pocieszycielem. Znam historie mam, które miały już dość karmienia, bo mleko było „lekarstwem na smutki”. My już mamy ten etap za sobą. Lusia nie przytula się do samej piersi, nie wącha jej, nie całuje… Wiem, że czasem tak bywa z maluchami.

🍀 Karmię zwykle trzy razy dziennie lub mniej (rano, po drzemce w ciągu dnia i wieczorem często przed pójściem spać.) Lusia nie zasypia już przy piersi. Owszem zwykle po kolacji pije moje mleko, ale potem myjemy zęby, a w nocy pije tylko wodę. Dzięki temu jestem spokojniejsza o stan jej ząbków.

🍀Jesteśmy pod stałą opieką stomatologa dziecięcego, który ocenia stan uzębienia Łucji. Do tej pory nie otrzymałam informacji o złym stanie zgryzu albo próchnicy. Trzymamy rękę na pulsie.

 

🍀 🍀 🍀

 

Historia każdej mamy jest inna, a każdy maluszek wymaga indywidualnego podejścia. Nie będę chcę nikogo nawracać i tłumaczyć, że  „Warto karmić piersią!”. Kobieta powinna sama zdecydować rozważając wszystkie pozytywne i negatywne strony tego „przedsięwzięcia”. Tak, uważam, że jest to przedsięwzięcie i wyzwanie. Nie zawsze jest łatwo. Nie zawsze otrzymujemy akceptację bliskich. (Nie mówiąc już o obcych osobach). Ja jednak podjęłam decyzję o długim karmieni piersią mojej córki i nie żałuję.

A jak jest u Was?

Martyna

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

7 komentarzy

  1. Zdarza mi się karmić 2-latka publicznie. Siedzi wtedy na mnie i się przytula, wygląda jakby spał.
    Kiedy wracamy ze żłobka i widzi że mam odpowiednią bluzkę to karmię go w nosidle. Nic nie widać, czasem pewnie ktoś się domyśla.
    Jest tyle sytuacji/rzeczy które denerwują mnie w innych ludziach że ja ich mogę denerwować swoim karmieniem.

    Ps. Zawsze myślałam że będę karmić max pół roku jeśli w ogóle będę miała mleko

    Agata
  2. Mój syn parę dni temu skończył 3 lata i niestety chyba właśnie sam się odstawia od piersi z powodu mojej ciąży – mleka niewiele i chyba zmieniło smak. Żal mi, że to już koniec, ale jednocześnie jestem szczęśliwa, że pożegnanie przebiega łagodnie. I rzeczywiście zakończenie nocnych karmień po drugich urodzinach sprawiło, że dalsze karmienie wydało się jeszcze łatwiejsze i warte kontynuowania. 🙂

    Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *