Helenka  siada na łóżku i wyciąga książkę o zwierzętach. Otwiera ją na środku i zaczyna „czytać”:

Once upon a time, there was… chomik.

Kilka dni później rozmawiamy o pieskach, mówię Helenie, że znajoma ma szczeniaka. Helka wykrzykuje Puppy!. Za chwilę udaje, ze jest psem, a ja pytam po angielsku, czy jest szczeniakiem. Chwila zawahania i odpowiada mi: No. Big! Jestem bardzo zaskoczona – spodziewałam się, że zrozumie pytanie i przytaknie machnięciem głowy, czy może zaprzeczy jakimś „niee”. Hela tymczasem wchodzi w minikonwersację…

Co  umie prawie trzyletnia Helena?

Helka zna liczebniki 1-10, umie zaśpiewać całą piosenkę „Twinkle, twinkle little star” (i kilka innych).

Aktywnie używa słów i struktur:

yes, no, thank you, here you are, goodnight, mum, dad, grandma, gradpa, baby, puppy, dog, cat, sheep, rabbit, pig, duck, lobster, fish, monkey, teddy, farm, shadow, ice cream, sandwich, yoghurt, candy, banana, carrot, lunch, picnic, muddy puddles, car, train, baby,  socks, big, beautiful, delicious, yummy, lovely, look, go, clap.

Słownik bierny (zasób słów, które rozumie, ale niekoniecznie potrafi użyć) jest jeszcze bogatszy.

Nasze sposoby na angielski

Powyższy spis pewnie nie zrobi wrażenia na nikim, kto wychowuje swoje dziecko w sposób dwujęzyczny – dzieciaki czerpiące z takiego podejścia mają bardzo bogaty zasób słów. My jednak nie zdecydowaliśmy się na taką formę nauki. Właściwie to mam wrażenie, że wcale nie uczymy… Jak w takim razie Helenka poznaje drugi język? Mamy kilka sposobów, by angielski był obecny w naszej codzienności:

 

  • Hela ogląda bajki tylko po angielsku. Moim zdaniem jest to rewelacyjny sposób na osłuchiwanie się z językiem – poznawanie nowych słówek, utrwalanie, naukę prawidłowej wymowy. Helena z bajek wyniosła wiele słówek i struktur, czasem tych mocniej zaawansowanych, typu „Once upon a time…”. Ma też ładny akcent. Jakie bajki mogę polecić? Na pewno te, w których jest ładny angielski, a fabuła dosyć prosta, tempo akcji nie za szybkie. Dla mojego wrażliwca ważne jest również to, by nie było smutków. U nas sprawdza się: „Max and Ruby”, fabularny serial „Topsy and Tim” i „Peppa Pig” (można lubić lub nie, ale trzeba przyznać, że jest tam naprawdę ładny angielski ;). Nie chcę nikogo namawiać na dodatkowy czas przed ekranem, ale jeśli Wasze dzieciaki i tak oglądają bajki lub rozważacie pojawienie się bajek w Waszym domu w najbliższej przyszłości, to naprawdę polecam przyjąć zasadę, że są to animacje w języku obcym – u nas efekty zdecydowanie przerosły jakiekolwiek oczekiwania 🙂

 

  • Słuchanie piosenek po angielsku. Towarzyszą Heli  podczas różnych  czynności – np. przy malowaniu, czy budowaniu z klocków. No i śpiewamy razem – na „sucho” i z gestem. Polecam szczególnie ten drugi rodzaj, bo ruch to sprzymierzeniec zapamiętywania – raz prześpiewane „Clap your hands” czy „Walking, walking” i wiadomo co zrobić na „clap”, czy „hop”. Zdarza  się nam zaśpiewać i zatańczyć coś na spacerze – takie wspólne śpiewanie jest ważne dla dziecka – to nauka przez zabawę, ale też budowanie pozytywnego obrazu  obcego języka.

 

  • Czytamy książki i gramy w gry. W naszej biblioteczce są książki po angielsku. Od początku po nie sięgamy – może rzadziej niż po te polskie, ale są obecne. Chcieliśmy przyzwyczaić Helę do tego, że czytamy też w innym języku. Mamy też proste gry, za którymi Hela przepada. Uczą słówek, ale też struktur typu „your turn”; „here you are”. U nas najbardziej sprawdzają się gry z Orchard Toys (ulubioną grą jest Shopping list i Old Macdonald  lotto ). Gry z OT kupiłam za grosze… w sklepie z używanymi rzeczami 🙂 Te pachnące nowością można kupić na przykład tutaj.

  • Mówię (a czasem mówimy).  Helena lubi piosenkę „Do you like?” z repertuaru  Super Simple Songs, więc często podczas posiłków, wspólnego gotowania, czy zakupów zadaję jej proste pytanie – „Do you like bananas / apples / eggs /coś tam innego ?” Zdarza się, ze kiwnie głową, zdarza się, że odpowiada pełnym  zdaniem :). Angielski pojawia się przy czynnościach typu mycie rąk, czy nakładanie butów (nazwanie czynności, części ciała i garderoby). Nie myślcie jednak, że jakoś intensywnie ćwiczymy przez długie minuty. Po prostu rzucam hasło „Wash your hands” i idziemy umyć ręce. Tylko tyle i aż tyle – wychodzę z założenia, że każdy dodatkowy impuls się liczy i jest ważny.

I.. to właściwie byłoby tyle, jeśli chodzi o nasze najczęstsze działania związane z nauką angielskiego. Na koniec tylko dodam, że w tym wszystkim istotne są dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze Helenka lubi te bajki, czytanie książek, gry i piosenki. Lubi, gdy odgrywamy jakieś krótkie scenki, cieszy się, gdy przewrotnie nazwie mnie „Grandma”.   Po drugie,  mam poczucie, że angielski Heli jest na ten moment jest „zaopiekowany”. Jednocześnie nie czuję się przytłoczona tymi działaniami, które podejmujemy – są bardzo nieinwazyjne. Nauczyliśmy się wplatać w naturalny sposób angielski w naszą codzienność i jak widać przynosi to fajne efekty.

Na sam, samiuśki koniec polecam jeszcze  tekst Mo z bloga elopomelo.pl Dwujęzyczność dziecięca dla zabieganych: krótki poradnik motywacyjny” . Z resztą cały blog polecam, nie tylko ten jeden wpis 🙂

W wolnej chwili (ha ha ha) napiszcie proszę, jak jest z nauką angielskiego (lub innych języków) u Was. Uczycie swoje maluchy? Macie dopiero zamiar się za to zabrać, czy może niekoniecznie?

Pozdrawiam!

Magda

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *