Helena dostała prezent. Pięć plansz tematycznych i ponad dwieście naklejek wielokrotnego użytku. Motyw przewodni – miasto –  jest plansza szkoła, szpital, restauracja, budynek straży pożarnej i dom, do każdej planszy jest zestaw naklejek. Zaczęłyśmy zabawę. By ograniczyć liczbę bodźców i możliwości wyjęłam jedną planszę i jeden zestaw, po jakimś czasie zmieniłyśmy plansze – odłożyłam tę ze szkołą i zaczęłyśmy wyklejać szpital.

Helen umieszczała na kolejnych piętrach lekarzy i pielęgniarki, dziewczynkę ze złamaną nogą posadziła na wózku i przykleiła jej do ręki misia. Ktoś dostał kroplówkę, a ktoś inny olbrzymi monitor. W pewnym momencie Helka zaczęła sięgnęła po poprzedni zestaw naklejek. Chwyciła żółty autobus szkolny i zaczęła szukać dla niego odpowiedniego miejsca w szpitalu.

ŻÓŁTY AUTOBUS NIE PASUJE DO SZPITALA PRZECIEŻ! Taka myśl przebiegła mi przez głowę. Musiałam ugryźć się w język, by nie powiedzieć tego głośno.

W końcu to przecież prezent Helenki, niech się bawi tak jak chce.

Zaczęłam się zastanawiać skąd w mojej głowie pojawił się ten dyskomfort, skąd to poczucie, że muszę poprawić córkę. Dlaczego autobus nie może stać na szpitalnym dachu? Bo to nieprawdziwe? Bo tak się nie zdarza? A nawet jeśli… To co z tego?

Minęło kilka godzin, wrócił mój mąż. Nie zdążyłam opowiedzieć mu tej historii. Zajęłam się swoimi sprawami, a Hela bawiła się z tata w naklejanie

Nagle usłyszałam krzyk prawdziwej złości..

Wbiegłam do pokoju a tam zapłakana Hela wyrywała planszę z ręki mojego męża. Ten z największą cierpliwością tłumaczył Małej:

AUTOBUS NIE PASUJE DO SZPITALA. Przykleimy go obok szkoły.

Ostatecznie autobus został w szpitalu, a mąż próbował jakoś racjonalnie wytłumaczyć jego obecność w takim miejscu – No dobrze, może to wycieczka szkolna, akurat zwiedza szpital… Gdy Hela skończyła się bawić, po cichu przykleił żółty pojazd na właściwe miejsce, czyli parking szkolny…

*

*

Dla naszych maluchów jesteśmy nauczycielami życia. Dbamy bezpieczeństwo, uczymy prawidłowych nawyków związanych np. z żywieniem i higieną. Przekazujemy wiedzę, pomagamy opanować różne umiejętności. Staramy się, bardzo się staramy. Robimy dużo, czasami zbyt dużo.  Zapominamy (i mówię tu zdecydowanie również o sobie), że przestrzeń, swoboda, cisza i pusta kartka dadzą dziecku o wiele wiele więcej niż nasze gotowe rozwiązania i wciskanie dziecko w schematy.   Oprócz wiedzy i nawyków jest przecież coś takiego jak kreatywność – postawa, która naprawdę przydaje się w  życiu. Nie przeszkadzajmy jej się rozwijać, nie uczmy dzieci, że jest tylko jeden prawidłowy sposób myślenia.

Otóż gdy dorastamy, przejmujemy opinie, osądy, odpowiedzi i dogmaty naszego otoczenia, które daje nam stale do zrozumienia, co jest dobre, co poprawne, a co nie, co piękne, a co brzydkie, co pożądane, a co niewskazane. W związku z tym uczymy się ograniczać samych siebie tak bardzo, że jakakolwiek kreatywność zostaje zduszona w zarodku.

Alfabet; E. Wagenhofer, S. Kriechbaum, A. Stern

Bądźmy, wspierajmy, ale zróbmy czasem krok w tył i pozwólmy dziecku działać. Po swojemu.

ps. Potem okazało się, że naklejanie na szyby zamiast na plansze jest jeszcze lepszą zabawą 🙂

Spodobał ci się nasz wpis? Proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco !
0

3 komentarze

  1. Niestety, szkoła nauczyła nas schematów i przenosimy je na dzieci. Chociaż wiele zależy też od charakteru młodego człowieka i jego siły przebicia. U mnie starsza córka niestety schematyczna, młodsza już manifestuje swoje własne zdanie na temat tego jak co ma wyglądać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *