Natknęłam się na dyskusję o procedurach w jednym z warszawskich szpitali. Przez głowę przemknęła szybka myśl „Uf, jak to dobrze, że takie kwestie nas nie dotyczą”. Przecież wiem, że każdemu może przydarzyć się przykry wypadek, że nie mamy patentu na ominiecie wszystkich poważnych chorób… A jednak jakoś  słowo „szpital” do nas nie pasowało…

Tydzień później ratownicy medyczni zasiedli w naszym nieposprzątanym salonie. Mój mąż trzymał Helenkę na rękach, a ja dostałam trzy minuty na spakowanie torby do szpitala. Te trzy minuty powinny wystarczyć. Niestety nie każdy reaguje w stresowych sytuacjach szybkim myśleniem… Mój mózg zaczyna spowalniać i pogrążać się w chaosie. Wydawało mi się, że właściwie nie potrzebujemy niczego, a pakowałam do torby praktycznie wszystko, co mi wpadło w ręce. Mąż nie był lepszy. Choć dostał więcej minut, bo nie jechał karetką, to jego wybory też były trochę przypadkowe.  Przybył do nas z wielkim plecakiem, lekarz żartował, że „Dziewczyny do szpitala, a pan w góry?”.  Okazało się, że pakowanie polegało na „wrzucaniu do plecaka po trochu z każdej szuflady”.  Mieliśmy mnóstwo rzeczy, a brakowało nam wielu podstawowych, jak choćby butelki wody, czy chusteczek (również tych mokrych).

O tym dlaczego trafiliśmy do szpitala przeczytacie  —> tutaj

Szpital to nie bezludna wyspa, nawet nocną porą – dwa piętra niżej znaleźliśmy automat z napojami, na drugi dzień skorzystaliśmy z kawiarni, poza tym Rafał zawiózł niepotrzebne rzeczy do domu i przywiózł to, czego nam brakowało. Choć ostatecznie poradziliśmy sobie, oboje mieliśmy poczucie, że nie przygotowaliśmy się na taką awaryjną sytuację. Oczywiście nie mówię tutaj o gotowości na to, co przydarzyło się Helence – na takie sytuacje trudno być przygotowanym. Chodzi o nagłe wyjście z domu i szybkie pakowanie.

Czego nauczyły mnie te trzy minuty?

Choć liczę na to, że szpitalna historia już się nie powtórzy, po powrocie stworzyliśmy torbę-w-razie-czego. To poręczna kosmetyczka, w której znajduje się kilka rzeczy, które chcielibyśmy ze sobą mieć, gdybyśmy mieli podobnie awaryjną sytuację.

Co znajduje się w torebce? To czego zabrakło ostatnio i to co było nam potrzebne po przyjeździe do szpitala – jest butelka wody i kilka przekąsek, są chusteczki zwykłe i nawilżane, klapki pod prysznic (w domu nie używam, więc jak mieliśmy się spakować, to nie mogłam ich zlokalizować), szczoteczka i pasta do zębów, nitka dentystyczna, mini szampon i żel pod prysznic,  uniwersalny krem, antybakteryjny żel, mały ręcznik.

Nasza awaryjna torebka nie będzie zawierała wszystkiego, w razie potrzeby będziemy musieli spakować ubrania, akcesoria codziennego użytku – to są jednak rzeczy, o których się pamięta. Chodzi raczej o przygotowanie i zgromadzenie tych gadżetów, które mogą umknąć uwadze. W razie niespodziewanej sytuacji łapiemy torebkę i nie tracimy czasu na bieganie za drobiazgami.

A na koniec wyrażę tylko nadzieję, że torba-w-razie-czego nigdy nam się nie przyda i kiedyś odnajdą ją niczym zapomniany skarb  nasze wnuki…

 

Pozdrawiam!

Magda

***

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

 

 

Spodobał ci się nasz wpis? Proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco !
0

0 komentarzy

  1. Jakże bliski mi temat. Mój koszmar senny od dzieciństwa: muszę szybko wyjechać/uciec, spakować się i oczywiście zapominam lub nie mogę znaleźć podstawowych rzeczy. Zawsze budziłam się zlana potem. A później życie urealniło ten sen, najpierw musiałam szybko uciec z pewnego miejsca, a później kilkakrotnie pilnie pakowałam się z córką do szpitala. Od ostatniego pobytu minął już prawie rok (odliczam czas do 7.XII., z którego to dnia mamy ostatni wypis), a torba częściowo spakowana leży nadal. Kosmetyczka z podstawowymi rzeczami w wersji mini, oraz takimi nieoczywistymi, ale z doświadczenia wynika, że potrzebnymi typu marker do podpisywania jedzenia we wspólnej lodówce, nakładki papierowe na wc, termometr (bo te pistoletowe w szpitalu pokazują dziwne wyniki). Mam także listę tych rzeczy, które nie mogą leżeć gotowe, typu ubrania. Torba leży schowana głęboko, żeby nie straszyła. W naszym przypadku jest jednak niezbędna. Ale słuszna uwaga, że nigdy nie wiadomo na kogo padnie, więc każdy powinien mieć choćby przygotowaną listę rzeczy.

    1. Kasiu, współczuję tych sytuacji. Mam nadzieję, że torba już nigdy nie będzie Wam potrzebna. Marker i nakładki – dobry pomysł. Z termometrem szpitalnym rzeczywiście coś jest nie tak…

      Magdalena

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *