Mam swoje ulubione miejsca w sieci. Inspirują mnie, dodają energii, czasem poprawiają humor, a czasem podsuwają jakąś ciekawą refleksję. Zdarza się jednak, że blogi parentingowe, do których chętnie często / czasem / rzadko zaglądam wywołują też zupełnie inne, negatywne odczucia. Miesiąc temu trafiłam na tekst o trzech rzeczach, które robią źle młode matki. W tamtym tygodniu Facebook zasugerował mi, że na pewno chcę przeczytać post o tym, że robię pewien prosty błąd, przez który STRACĘ COŚ CENNEGO. A wczoraj wpadłam na tekst o głupotach, które robią rodzice dzieciom w zimie…

Nieeee, nie chcę tego czytać, ale klikam, bo muszę.

Za każdym razem, kiedy widzę taki tytuł zaczynam się denerwować. Bardzo się staram być dobrą mamą… I tu nagle nagłówek, który mówi, że jest COŚ, jakieś NIEBEZPIECZEŃSTWO, obiektywne ZŁO, albo GŁUPOTA którą być może wyrządzam dziecku. Choć raczej jestem świadoma tego, że wszystko raczej u nas ok, to jednak klikam, by to potwierdzić – a nuż, coś umknęło mojej uwadze, a nuż czegoś nie dopilnowałam.

I co się okazuje?

Po raz kolejny ktoś pisze o tym, by nie zakrywać szczelnie gondoli podczas upałów, by wietrzyć pokój w zimie i chodzić na spacery lub… by wywoływać zdjęcia, a nie przechowywać je tylko w formie cyfrowej.

I niby uff, bo nie zakrywam, bo wietrzę, bo wywołuję… ale jakoś nie czuję się dobrze. Za chwilę znowu ktoś napisze, że matka potrafi być niebezpieczna dla swojego dziecka, że popełnia karygodne błędy lub zachowuje się po prostu głupio. A ja szybko będę sprawdzać, czy przypadkiem nie należę do grona tych rodziców, którzy nie wiedzą, których trzeba uświadomić…

Można by się upierać, że to dla dobra ogółu, dla dobra dzieci – a to jest przecież argument wielkiej mocy. Taki krzykliwy tytuł zainteresuje wielu, wiedza pójdzie w świat. Czy jednak rzeczywiście cel uświęca wszystkie środki? Moim zdaniem nie. Kto  szuka informacji dotyczących zdrowia i wychowania swoich dzieci, przeczyta tekst mówiący o dobrych nawykach / sposobach na odporność / właściwej pielęgnacji / pomysłach na zachowanie tego co cenne, bez potrzeby sensacyjnego tytułu i straszenia. A kto nie szuka takiej wiedzy, ten prawdopodobnie i tak nie przeczyta ważnego tekstu, bez względu na to, jak bardzo krzykliwie będzie się zaczynał.

Pozdrawiam!

Magda

***

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco (klik).

Każdy lajk, komentarz, czy udostępnienie  naprawdę niezwykle nas cieszy i bardzo motywuje do pisania i tworzenia bloga!

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, kliknij "Lubię to" lub udostępnij go swoim znajomym! Dla Ciebie to chwila, a dla nas olbrzymia satysfakcja nakręcająca do działania! 🙂
0

9 komentarzy

  1. Na szczęście tę część parentingowej blogosfery omijam. W grupach działam bardzo rzadko, z reguły wtedy, gdy mam sama jakiś wyjątkowy link do zaproponowania. To rzadkie działanie wynika właśnie z faktów, które opisałaś.

  2. Przecież w tego typu tytułach postów właśnie o to dokladnie chodzi, o klikalność. Te blogerki to mistrzynie kreowania. Przyznasz ze trzeba mieć talent, żeby sprowokować tysiące ludzi do kliknięcia w link pod którym znajdą jakieś totalne pierdoly. Pozdr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *