Kiedyś nie zwracałam na nie uwagi, nie zastanawiałam się nad tym, czy są prawdziwe. Nie miałam z nimi problemu, bo mnie nie dotyczyły. Teraz nie mam do nich cierpliwości, irytują mnie, naprawdę ich nie cierpię… Oto 4 hasła związane z macierzyństwem, czy może szerzej – z rodzicielstwem, których na serio nie trawię:

1.Nie noś, bo p r z y z w y c z a i s z.

To taki klasyk klasyków, pewnie większość rodziców go słyszy. Sama kiedyś wierzyłam, że pewnie coś w tym jest, że trzeba uważać, przypadkiem nie dać się i od początku uczyć – spania we własnym łóżeczku, odkładania i nienoszenia…

Tylko co to znaczy „od początku”? Taki mały człowiek, który się rodzi, to przecież nie jest czysta karta – on już ma doświadczenie bliskości, noszenia i już jest przyzwyczajony, bo tak wyglądało całe jego dotychczasowe życie. Pojawiając się po drugiej stronie brzucha będzie się uczyć żyć w kompletnie innym środowisku, naszym zadaniem jest pomoc w adaptacji do nowych warunków. Ta pomoc to także zapewnienie i dostarczenie tego, co już znane, co przynosi poczucie bezpieczeństwa i komfortu.

Dzieci rozwijają się dobrze wtedy, gdy są otoczone czułą opieką. Wierzymy, że każde dziecko ma pewien krytyczny poziom zapotrzebowania na dotyk i opiekę, koniecznie, aby móc się dobrze rozwijać. Wierzymy, że dzieci mają zdolność nauczenia rodziców, jakiego poziomu rodzicielstwa one potrzebują. Rolą rodziców jest słuchanie, a rolą profesjonalistów –  wspieranie rodzicielskiej wiary w siebie, nie zaś podważanie jej  radami zalecającymi bardziej zdystansowany styl rodzicielstwa, takimi jak: pozwólcie dziecku się wypłakać” czy ” musicie częściej pozwalać leżeć mu samemu”.

Księga Rodzicielstwa Bliskości.

William Sears, Martha Sears

2. W s z y s t k o jest kwestią organizacji.

Otóż nie. Nie wszystko. Fajnie, gdy się człowiek umie spiąć i zorganizować, fajnie jak matka umie ogarnąć nie tylko dziecko, ale też domową przestrzeń i jeszcze starcza jej czasu i energii na gotowanie, czas dla siebie, może pracę zawodową. Fajnie… Tylko to nie do końca jest tak, że wystarczą chęci i umiejętności – dzieci są różne, mają różne potrzeby. Bywają takie jak Helena, która przez pierwsze miesiące praktycznie nie chciała zejść z rąk, spała tylko przy piersi i budziła się co piętnaście minut. Są takie dzieci, które mają w nocy 7-10 pobudek. Naprawdę są – sami mamy takiego malucha. Po kilku tygodniach życia z Helenką nie miałam głowy do organizowania niczego, nawet odpłatnej  pomocy w sprzątaniu. Teraz  nasz maluch ma 13 miesięcy i tak, teraz się zgodzę, że bardzo wiele rzeczy zależy od mojej organizacji – mam dużo więcej siły i okazji,  by planować i realizować.

„Wszystko” zależy od baaardzo wielu czynników, między innymi od organizacji, ale nie tylko i nie zawsze… Nie sugeruj mi, że się po prostu źle organizuję – wspieraj, pomóż a nie dołuj.

3. Każda matka wie, co dla jej dzieci jest najlepsze.

Nieeeeeee, nie wie. Skąd ma wiedzieć? Nie każda matka ma taką wiedzę z przeróżnych dziedzin, by wiedzieć, co jest najlepsze. Jest tyle decyzji do podjęcia i tyle niewiadomych, a jeszcze dochodzą rozbieżne stanowiska specjalistów… Zdania są podzielone, niezależnie czy mówimy o pierwszych butach, czy o szczepionkach… Skąd mam wiedzieć co jest dla mojej dziecka najlepsze? Czytam, dociekam i wcale nie mam pewności, że wybrałam najlepsze rozwiązanie.. No i ta niespójność – te same osoby często wyrzucają z siebie równie lekko hasło: „każda matka wie, co dla jej dziecka jest najlepsze”, jak i: „nie noś”, „nałóż czapkę”, „odstaw od piersi po roku” itd.

I tak na koniec – gdyby każda matka wiedziała co jest najlepsze, to w końcu zniknęły by z ulic wisiadła – sztywne, o zbyt wąskich panelach nosidła, w których (niestety) wciąż się nosi dzieci, a które naprawdę są szkodliwe dla maluszków.

4. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko.

Niby wszystko się zgadza – smutek, frustracja rodzica niekorzystnie wpływa też na dziecko. Szczęście matki jest bardzo ważne. Zaczynam jednak o tym myśleć i w mojej głowie pojawiają  się różne interpretacje tego, co to znaczy szczęście. O jakim konkretnie szczęściu mówimy? Czy chodzi tylko o to, by sobie pozwalać na drobne przyjemności? Tu oczywiście mówię wielkie taaaaak jako fanka kawek, ciastek, kwiatków itd… To hasło często pojawia się w tekstach o tym, że mama powinna znaleźć lub zawalczyć o czas dla siebie, pójść do kosmetyczki, coś zmienić, poczuć się piękną. To na pewno bardzo ważne! Ale co jeśli szczęście to coś większego, jak samotna długa wyprawa do Indii? Nowa, bardzo wciągająca religia? Powrót do super pracy, w której jesteśmy wciąż w rozjazdach? Albo… nowa miłość? Nie muszę wymyślać żadnych scenariuszy –  pracowałam w przedszkolach i szkołach i wiem, że różne bywają rodzinne historie, wiem też, że ze szczęściem dziecka czasami niewiele mają wspólnego… To bardzo „rodzicocentryczne” hasło, które zakłada skupienie na dobrostanie jednej strony (które ma w konsekwencji powodować szczęście tej drugiej). Tymczasem chciałabym, by w naszym w centrum była zawsze rodzina, my jako zespół. Chciałabym, by to co się dzieje, było dobrem dla całej rodziny, a nie przynosiło szczęście jednej osobie – no chyba, że znowu mówimy o małej czarnej i ciachu – te mogą być tylko dla mnie… 😉

Dodalibyście coś do tej czarnej listy?

Pozdrawiam!

Magda

Spodobał ci się nasz wpis? Proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub naszą stronę na facebooku, żeby być na bieżąco !
0

4 komentarze

  1. Nie noś tyle, nie kołysz, nie śpij z dzieckiem, dziecko od samego początku powinno mieć własny pokój – sporo można by wymieniać. Ja nie przejmowałam się tym, co mi niektórzy gadali bo oszalałabym. To moje życie, moje decyzje, moja satysfakcja lub błędy. Nic nikomu do tego, Chętnie przyjmowałam i przyjmuję każdą radę, ale to ode mnie zależy czy z niej skorzystam 🙂

  2. Jej ale mi się podoba zakończenie „chciałabym, by w naszym w centrum była zawsze rodzina, my jako zespół. Chciałabym, by to co się dzieje, było dobrem dla całej rodziny, a nie przynosiło szczęście jednej osobie – no chyba, że znowu mówimy o małej czarnej i ciachu – te mogą być tylko dla mnie… ” i tak powinna myśleć każda mama.

    Save the Magic Moments
  3. Moja ma 2 lata i nadal jest bardzo wymagającym dzieckiem potrzebującym ogrom uwagi. Nadwrażliwa, budzi się 10 razy w nocy, zasypia tylko ze mną, dużo choruje… jak słyszę, że wszystko jest kwestią organizacji, to zapraszam do mojego domu na jedną dobę, oczy otwierają się szeroko 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *